czwartek, 31 grudnia 2015

Witaj 2016, z daleka wyglądasz interesująco.. :)


Nie strzelajcie

Teoretycznie Sylwester jest jutro, a strzały słychać od kilku dni. Za każdym razem serce mojego kota łomocze niczym ptak na uwięzi. Nigdy nie rozumiałam fanatyków hałasu. Pomijam fakt, że nie rozumiałam jakichkolwiek fanatyków ;) Unikałam głośnych imprez, a na koncertach wybierałam miejsca z dala od głośnika. Chciałabym żeby świat na chwilę się zatrzymał. Przestał pędzić i krzyczeć. Strzelać i wrzeszczeć. Zwolnił, złagodniał i po prostu się wyciszył. Niestety, nie jest to możliwe i trzeba przetrwać jutrzejszy dzień. Nigdzie nie jadę, nie idę i nie imprezuję. W tym roku całkowicie odpuszczam i to chyba właściwa decyzja. Mam ser, winogrona, listę filmów i stos książek. W szafie gotowe posłanie dla Nuty, a w zamrażalniku kubełek lodów i kilka refleksji.

Postanowienia noworoczne

Śmieszą mnie trochę mnożące się ostatnio na fb wydarzenia typu: "Znajdę męża w 2016 roku" ; "W 2016 roku zajdę w ciążę", choć przyznaję, że podobało mi się jedno: "W 2016 roku napiszę list tradycyjny" i właściwie.. czemu nie ? :) W nowym wyzwaniu książkowym nie biorę udziału, ale postanowiłam sięgnąć po nieco ambitniejszą literaturę i zagłębić się w zapomniane regały biblioteczne. Jest kilku pisarzy, których poznałam jedynie przelotnie. Może warto spędzić z nimi kilka nocy. :) Nie planuję ciąż, mężów ani morderczych ćwiczeń z Chodakowską. 
Chciałabym, żeby w 2016 roku pojawiło się trochę gór, lasów i magii.
Chciałabym żeby omijały mnie rozczarowania.
I chciałabym kilku pozytywnych zaskoczeń, wzruszeń i przyspieszonych oddechów.
Mam nadzieję, że się spełni. 


***

Nie będzie podsumowania roku.
Było bardzo dobrze i bardzo źle.
Równowaga zachowana.
Idzie Nowy Rok. Czas na przewagę w kierunku jasnej strony mocy. :)

***

Przestaję numerować książki. Pewnie na koniec roku podliczę je sobie z czystej ciekawości, ale zaczęłam odnosić wrażenie, że zrobiło się tu jakoś schematycznie. Kontrolowany chaos ze szczyptą nieładu jest bardziej przystępny i zdecydowanie milej przeze mnie widziany :)

Olga Rudnicka - Diabli nadali 



Cieszę się, że wciąż istnieją młode pisarki, którym zależy. Nie powielają schematów tylko tworzą nowe. Utrzymują poziom i zaskakują. Uwielbiam Rudnicką. Literackie komedie kryminalne wychodzą jej niesamowicie dobrze i na każdą nową książkę czekam z niecierpliwością. Polecam bez zastrzeżeń i lojalnie uprzedzam - w książce jest Diabeł :)






Nathan Filer - Zapytaj księżyc


Sięgając po powieść należy być przygotowanym na chaotyczność, szereg niedopowiedzeń i kilka urwanych historii. Należy uświadomić sobie, iż narrację prowadzi chorujący na schizofrenię Matthew i przez pewien czas, przyglądać się poszczególnym wydarzeniom z jego perspektywy. Jednocześnie warto wspomnieć, że jest to jedna z książek, które trudno odłożyć i wrócić do historii następnego dnia. Czytałam do godziny trzeciej, a później i tak nie mogłam zasnąć. Każdy z nas mógłby być bohaterem tej historii. Bardzo udany debiut. Mam nadzieję, że Pan Filer wkrótce znów zapewni mi bezsenną noc.



Filmowo polecam natomiast 'Grę tajemnic' (The Imitation Game) z uroczym Benedictem Cumberbatchem i Keirą Knightley. To historia Alana Turinga, angielskiego matematyka, który przyczynił się do złamania kodu enigmy podczas II wojny światowej. Nie mam pojęcia jak mogłam ten film pominąć, ale cieszę się, że nadrobiłam zaległości. 



Na zakończenie podsyłam od Żudit 10 naprawdę dobrych, tegorocznych tekstów z blogosferyWarto zajrzeć



..i cóż.. do zobaczenia w następnym roku!
 Życzę Wam, żeby był naprawdę smaczny i przyjemny :)


środa, 16 grudnia 2015

grudniowo

Czas ucieka biegnąc z rozwianymi włosami. Są momenty gdy próbuję go dogonić, ale znacznie częściej przypatruję się z dystansem. Nie lubię się spieszyć i działać pod presją upływających minut, godzin, czy dni. Może dlatego brakuje tutaj systematyczności, ale cóż.. nic na to nie poradzę. Jestem nieregularna i całkiem mi z tym dobrze ;)

Jedni czekają na Pierwszą Gwiazdkę, inni na Gwiezdne Wojny, a ja właściwie.. na jedno i drugie. Przez kilka lat nie potrafiłam odnaleźć w sobie dawnego, dziecięcego zachwytu choinką, zapachami, muzyką, śniegiem... W tym roku wszystko wróciło ze zdwojoną mocą, a jak wiadomo - niech moc będzie z Tobą ;) Cieszy mnie kupowanie prezentów, przeglądanie przepisów, migoczące światełka i piosenki w których słowo 'christmas' wałkowane jest setki razy. Tegoroczne jesienne miesiące - październik i listopad, nie były dla mnie zbyt łaskawe. Grudzień za to, otulił łagodną falą.

A oto choinka, którą poczyniłam dzisiaj w pracy :


Oczywiście czytam. Zaniedbałam za to filmy i seriale.
Jeśli ktoś mógłby polecić coś ciekawego, będę dźwięczna.
Mogę zrewanżować się literacko, herbaciano, bądź kawowo :)

Podsumowanie tym razem króciutkie :

44. Maria Nurowska - Wariatka z Komańczy

Pani Maria oczarowała mnie powieścią 'Nakarmić wilki', natomiast odnoszę wrażenie, że z każdą kolejną jest coraz gorzej. Miałam nadzieję, iż jest to ciekawie przedstawiona postać kobiety mieszkającej w Bieszczadach, tymczasem otrzymujemy strzępki informacji. Dodatkowo mało udane retrospekcje, w których chwilami się gubiłam. Ostatnie sceny były tak infantylne, że z ulgą zamknęłam powieść. Owszem, jest kilka fajnych momentów. Ale gdybym takimi słowami usprawiedliwiała każdy związek, zapewne tkwiłabym w mało pasjonującej rutynie u boku kogoś nie dla mnie. Nie polecam, ale jednocześnie nie odradzam.


45. Adam Wajrak - Wilki


Raz słyszałam wycie wilka. Po zmroku, w Cisnej. Dobiegało ze szlaku na Jasło. Ciarki i magia. A u Wajraka mnóstwo wiedzy, historii i anegdot. Genialne zdjęcia. Wciągające wspomnienia opisane zupełnie niebanalnie. I zazdrość kiedy myślę o domku w Teremiskach. Warto, warto, warto :) 






46. Monika Feth - Zbieracz truskawek


Kompletny precedens, ponieważ jest to pierwszy kryminał, który mi się podobał mimo, że na początku już dowiadujemy się kim jest morderca. Autorka umiejętnie kreśli cechy poszczególnych postaci jednocześnie stopniując napięcie właśnie tam, gdzie jest to wskazane. Książka poprawna i niepoprawna zarazem. Pozwólcie sobie na odrobinę.. sprzeczności ;)





PS 1 - Chyba byłam grzeczna w tym roku, bo nie dość, że Mikołaj przyszedł wcześniej,
 to jeszcze przyniósł mi pralkę :)

PS 2 - Jeśli nie macie kominka, polecam... karmnik online. Przed momentem rozmawiałam przez telefon i widziałam jak gdzieś nad Soliną kuna leśna wybiera sobie najlepsze ziarenka... Szał :)

sobota, 28 listopada 2015

Wielka chmura myśli




Zastanawiam się czy uda mi się odpowiednio ułożyć dzisiaj słowa, bo wielka chmura myśli jest ciężka do okiełznania.. Wygląda to mniej więcej tak : 




Mam nadzieję, że jakoś dam radę, dzisiaj bowiem, oprócz tego, że książkowo, to będzie też ciut wspomnieniowo i introwertycznie. Dodam kilka obrazków jeśli ktoś już w tym momencie stwierdził, że wieje nudą :) Siostra uświadomiła mi ostatnio, że jedno z mało kreatywnych pytań mających na celu (chyba?) zagajenie rozmowy to: "dlaczego jesteś smutna/zła?". Dokładam jeszcze: "Czemu się nie odzywasz?". Mam wrażenie, że część osób wychodzi z założenia, że kiedy jestem sama nieustannie pożądam kontaktu z innym człowiekiem i rozrywki, bo inaczej wciąż się umartwiam i jest mi źle. Otóż obalam powszechnie funkcjonujący mit. Naprawdę przez większość czasu dobrze mi samej :) Nie oznacza to oczywiście, że non stop siedzę zamknięta w czterech ścianach czytając książki, wpatrując się w monitor i obżerając czym popadnie. No dobrze, zjadłam w czwartek opakowanie śmietany 18%. Ale po prostu nie mogłam się oprzeć ;) W każdym razie lubię ludzi, ale nie lubię tłumów. Lubię koncerty, kino, teatr, ale nie lubię klubów z migającym stroboskopem i dudniącej muzyki bez głębszego sensu. Czasem trzęsą mi się ręce, bo tak po prostu mam. I czasem lubię być sama, bo tego potrzebuję - tak celem wyjaśnienia :)

                                          


Jednak rzadko tak naprawdę jestem sama, ponieważ nawet dzisiaj, kiedy zagłębiałam się w książkę, wyglądało to w ten sposób : 


:)

Właśnie mija rok od kiedy zamieszkałam w kawalerce, gdzie powstały najbardziej intensywny wpisy tego bloga. Przeczytałam 43 książki - dużo, czy mało? Właściwie nie wiem. Numerowałam i z przyzwyczajenia pewnie nadal będę to robić. W każdym razie ja i kot lubimy to mieszkanie. Był czas, ze ktoś chciał je z nami dzielić, ale chyba jesteśmy za mało fajne, bo nie wytrzymał z nami długo. Stop. Jesteśmy zbyt fajne :) Lubię tu wracać po pracy i gotować obiady. Lubię też, kiedy odwiedzają mnie znajomi i cztery ściany wypełniają szepty i śmiech. Nie lubię myć podłóg, za to polubiłam zmywanie, czego się po sobie nie spodziewałam. I przyzwyczaiłam się do nowych dźwięków, hałasów, skrobania i stukania. Nawet jeśli mieszka ze mną duch, to jest raczej mało zauważalny ;) Pamiętam, że pierwsze noce spędziłam z latarką obok poduszki. Gdzieś w głowie kołatały mi wtedy słowa piosenki 'Little talks' zespołu Of Monsters and Man :  


'Nie lubię przechadzać się po tym starym, pustym domu
Złap mnie więc za rękę przejdę się razem z tobą moja droga
Schody skrzypią gdy kładę się spać przez co nie mogę zasnąć
To dom mówi ci, abyś zamknęła oczy'


Choć uwielbiam oryginał, to tym razem umieszczę tu równie dobry cover : 





Życzę sobie i kotu, żeby nadal mieszkało nam się tutaj tak samo dobrze jak do tej pory. I żeby kiedyś ktoś nas zechciał na trochę dłużej. Bo samotność jest fajna. Ale kiedy dzieli się ją z kimś to jest jeszcze fajniejsza :)

Vonnegut miał rację i faktycznie tak bywa że : 



ale wierzę mimo wszystko, iż : 

Dziękuję, że jesteście.

Tymczasem książkowo dzisiaj dwie pozycje. W przypadku pierwszej z nich nie potrafię jednak być obiektywna. Daruję sobie grafiki, bo i tak ten wpis został wystarczająco urozmaicony ;)

42. Małgorzata Musierowicz - Feblik

Ciekawe, że sprowadzając się tutaj, zaczynałam czytać Wnuczkę do orzechów. W pewnym sensie zatoczyłam koło. W dzieciństwie wszystkie jej książki wydawały mi się idealne i nieskazitelne. Teraz oczywiście dostrzegam sporo błędów. Widoczna również jest powtarzalność. Przymykam oko, kocham bowiem Borejków. Jeśli można mieć fikcyjną, alternatywną rodzinę, to właśnie oni tworzyli taką dla mnie i jestem za to autorce niesamowicie wdzięczna. Ignasia również polubiłam, choć mimo wszystko ciut większą sympatią darzę Józinka ;)

43. Andrzej Stasiuk - Nie ma ekspresów przy żółtych drogach

To dość intrygujący zbiór felietonów i esejów. Niektóre stylem dość mocno przypominają reportaże Hugo-Badera. Już sam tytuł przyciąga. Nie ma ekspresów. Ale czasem uda się złapać stopa. Być może ktoś podrzuci nas furmanką. Ewentualnie pójdziemy pieszo i odkryjemy rzeczywistość na nowo. Można czytać wybiórczo. Nie trzeba zapamiętywać numeru strony i rozglądać się za czymś, nadającym na zakładkę. A na zachętę cytat:

"Pojadę z niewielkim bagażem i jak ognia będę unikał nadmorskich kurortów. Plaże latem przypominają średniowieczne wizje piekła. Nauczę się pięćdziesięciu włoskich słów i sprawdzę, jak się podróżuje w tamtych stronach autostopem. Zabiorę lekki śpiwór i oszczędzając na hotelach, tu i ówdzie prześpię się pod gołym niebem. Oczywiście będę się bał tarantuli, ale wino pozwoli ukoić ten lęk. (...) Tak siedzieć na rynku nieznanego miasteczka, albo wsi w obcym kraju, to jest jak czytać piękną książkę. Trochę się rozumie, ale resztę trzeba sobie wyobrażać. Ludzie wykonują gesty takie jak w twoich stronach, ale ich znaczenie nie jest do końca znane. Tylko zwierzęta, koty i psy, zachowują się tak jak wszędzie i reagują raczej na zapach ciała i ciepło głosu niż na wygląd i słowa. Taki jest mój naiwny plan."

niedziela, 22 listopada 2015

inny świat

Istnieje niezwykle przyjemny moment w pracy bibliotekarza, kiedy przychodzi paczka z nowościami. Zdarza się dość często, że wśród owych książek, znajduje się kilka, bądź też kilkanaście pozycji, które sama pragnę przeczytać. Wówczas tworzy się mały zator. W łóżku oprócz mruczącego kota, spoczywa często spory, literacki stosik. Ponieważ nie mogę się zdecydować, najczęściej z każdej pozycji czytam po kilkanaście stron, pochłaniając przy tym ogromne ilości krakersów i wypijając wielkie kubki parującej herbaty. 
Właściwie nie narzekam :) Lubię te momenty, kiedy alternatywna rzeczywistość przejmuje nade mną kontrolę. Lubię poznawać nowe światy - zarówno podróżując fizycznie, jak i poprzez ciągi liter o fascynującym znaczeniu. Aktualizacje zatem ostatnio trochę bardziej sporadyczne, ale będę zaglądać i informować. Nie znikam. :)


czwartek, 12 listopada 2015

Tańcząc w ciemnościach


W niedzielę zbuntował się transformator stojący nieopodal mojego bloku i zabrakło prądu na cały dzień. Właściwie, gdyby nie płynąca lodówka nie byłoby problemu. Można istnieć i tak :) Biorąc pod uwagę ostatnie miesiące, byłam właściwie nieustannie otoczona ciemnością. Próbowałam jej uciec, wyswobodzić się i faktycznie, udawało się na jakiś czas, ale zawsze wracała.. Rozważałam opcję polubienia ciemności, ale ma trudny charakter i nie uznaje kompromisów. Ciemność nie lubi radości. Irytują ją uśmiechy, spokój i szczęście. Kiedy dzisiaj skończyłam książkę, postanowiłam doprowadzić do porządku kuchnię. Czyściłam szafki nucąc Niemena adekwatnie do pory roku... Zastanowiłam się przez moment i postanowiłam pójść za ciosem. Pieczone jabłko zdecydowanie było tym, czego potrzebowałam. Wzbogaciłam je o brązowy cukier, kakao, cynamon i płatki migdałowe. Włączyłam radio i delektowałam się smakiem, zapachem i chwilą.

Ciemność zniknęła. 




40. Izabela Sowa - Powrót 




Książka zapowiadała się naprawdę dobrze. Miała przychylne recenzje, a główna bohaterka już na wstępie prezentowała się ciekawie. Jednak, jak to czasem bywa - zwiastun fajny i nic poza tym. Naprawdę, chciałabym dać tej powieści jakąś rekomendację, ale nie potrafię. Czytając, nieustannie się gubiłam. Nie byłam pewna gdzie w danym momencie rozgrywa się akcja. Zmieniały się miejsca, a dialogi stawały się cortaz bardziej niemrawe. W dodatku kiepski suspens. Nie polecam.









41. Camilla Lackberg - Pogromca Lwów



 To już dziewiąty tom szwedzkiej sagi kryminalnej, a autorka nadal utrzymuje bardzo wysoki poziom. Od książki naprawdę ciężko się oderwać, a sprawdziłam - nikt nie posmarował jej super glue ;) Dwie słabo przespane noce spędzone na zagłebianiu się w kolejne śledztwo prowadzone przez komisariat w Tanumshede. Momenty zabawne, facynujące, ale również przerażające i mroczne. Owszem, może czasem opisywana historia jest nieco infantylna, ale zupełnie mi to nie przeszkadza. Polecam zarówno książkę (nie ma to jak dobra zbrodnia jesienną porą ;)), jak i artykuł o autorce o intrygującym tytule ;) : Proszę, Camillo, zabij mi szwagra  


środa, 28 października 2015

czuć. istnieć. wyrażać.

Przez pomyłkę kupiłam kawę w ziarenkach. Dziś pożyczyłam młynek i od godziny moje mieszkanie jest kawiarnią. Pachnie niesamowicie i myślę, że powinnam częściej popełniać podobne błędy przy zakupach. :) Miałam kiedyś sen... Prowadziłam kawiarnię nad brzegiem morza. W środku stało kilka huśtawek, ogromny, stary tapczan i krzywo ciosane ławki, a wokół było mnóstwo książek. Jadłam profiterolki (uwielbiam tę nazwę!) dzieląc się z rudym kotem. Niedaleko siedział pewien mężczyzna bez twarzy... Cóż, był to obraz niemal żywcem wyjęty z powieści Murakamiego - ciekawy, kuszący i nierealny.. ale za to jaki przyjemny :)

Przyszedł również czas na najlepszą książkę tego roku. Właściwie nie myślałam, że tak będzie. Wiedziałam, że czeka mnie przygoda i powolne odkrywanie tajemnicy pewnej rodziny.. ale tak dobrego kawałka literatury z pewnością się nie spodziewałam. 

39. Magdalena Grzebałkowska - Beksińscy - portret podwójny 


Autorka urzekła mnie przede wszystkim niezwykle skrupulatnym przygotowaniem do tworzenia biografii reportażowej. Szczegółowość i ilość przypisów jest naprawdę imponująca. Na ogromny plus zasługuje również sposób opowiadania. Przenosimy się nagle do Sanoka. Później do Warszawy. Razem ze Zbigniewem znajdujemy się w pracowni i czujemy zapach terpentyny. Siedzimy obok Tomasza na ulicy Myśliwieckiej i słuchamy muzyki... Kompletny odlot,  podobnie jak obrazy mistrza.  O Beksińskich wiedziałam wcześniej niewiele. Słyszałam o ich tragicznej śmierci. Podziwiałam niesamowite obrazy. ...i to wszystko. Ksiązkę dostałam od Szymona w ubiegłym roku, ale ponieważ zawsze wpadało mi w ręce coś innego, czekała cierpliwie na półce. Naprawdę warto było sięgnąć po nią właśnie teraz. 









Zdzisław Beksiński nigdy nie uderzy swojego syna. 
Zdzisław Beksiński nigdy nie przytuli swojego syna.

Postać ojca i syna. Podobni, a jednocześnie tak bardzo różni. Emocje były dla nich odległą krainą, do której ciężko się dostać. Wrażliwi i skryci. Piękni i tragiczni. 
Podczas spotkania Dyskusyjnego Klubu Książki opinie były podzielone. Część osób uznała książkę za smutną i przez to mniej atrakcyjną. Ja natomiast, nie uważam, że jest ona smutna, za to z pewnością przejmująca i prawdziwa. Do dziś pamiętam, jak niesamowite wrażenie zrobiły na mnie obrazy malarza, znajdujące się w Sanoku. Mogłam siedzieć tam i patrzeć na nie godzinami. Mają w sobie coś niezwykłego i hipnotyzującego. 

To książka o miłości – o jej poszukiwaniu i nieumiejętności wyrażenia. I o samotności – tak wielkiej, że staje się murem, przez który nikt nie może się przebić. O tym, że czasem bardzo chcemy, ale nie wychodzi. O tym, że życie czasami przypomina śmierć, a śmierć – życie.

Cieszę się, że nie dodałam tego wpisu kilka dni temu. Ogromnie mnie uderzył wówczas fragment wypowiedzi Zbigniewa dotyczący Tomka : 

To, że ktoś kocha życie, to nie znaczy, że wszyscy kochają życie. On na przykład na pewno nie kochał. On z dużym wysiłkiem woli je kontynuował.

Chciałam dodać wówczas kilka osobistych przemyśleń na temat owej wypowiedzi, ale dziś... dziś tego nie zrobię. (...)

Fragment zatytułowany 'Krótka wiadomość tekstowa'
podobnie jak obrazy Beksińskiego –
wywołuje dreszcze.

Ciemno, prawie noc. Gęsto pada śnieg. Wiesław Banach słyszy wprawdzie, że dostał esemes, ale nie ma czasu szukać w kieszeni komórki, żeby odczytać wiadomość. Nadzoruje załadunek skrzyń z pięciuset pięćdziesięcioma obrazami Zdzisława Beksińskiego, które jeszcze dziś wyjadą z Sanoka do Gdańska na wystawę.
Jest luty, mija rok od śmierci malarza. Mieszkanie na Sonaty 6 sprzedano, obrazy przewieziono do muzeum, ubrania oddano ubogim, colę z lodówek wypito, lodówki po artyście służą teraz muzealnym ochroniarzom. Sprawy artysty zamknięto, konta polikwidowano, rozwiązano umowy z siecią telefonii komórkowej, odcięto telewizję kablową i internet.
Wiesław Banach koło Warszawy przypomina sobie, że dostał krótką wiadomość tekstową. Sięga po telefon, w ciemnej szoferce samochodu mały ekranik oświetla mu twarz na niebiesko. Wiadomość wprowadza go w osłupienie.
Jest krótka: "Zadzwoń”
Została nadana z numeru Zdzisława Beksińskiego.


Polecam. Zarówno tym, którzy interesują się malarstwem, jak i tym którzy mają to kompletnie w dupie. Polecam osobom, którzy słuchali kiedyś audycji Tomka w radiowej Trójce, jak i tym, którzy nigdy o nim nie słyszeli. Polecam tym, którzy kochają życie, jak i osobom, które mają wątpliwości.. ale przede wszystkim polecam tym, którzy mają ochotę na niezwykłą ucztę literacką i emocjonalną. Warto.














środa, 21 października 2015

Przyszłość jest dziś




'Powrót do przyszłości' to mój ulubiony film. Właściwie cała trylogia i nie potrafię wybrać ulubionej części. Obudziłam się z nadzieją, że gdzieś tam, naprawdę wylądował dzisiaj Marty McFly - moja pierwsza miłość :) 








Później był McGyver. Widocznie w dzieciństwie miałam słabość do mężczyzn z Mc w nazwisku. Całe szczęście McDonald i McHammer na tej liście się nie znaleźli ;) 

Kasety VHS, na których miałam nagrany 'Powrót...', w niektórych momentach zacinały się od nieustannego przewijania. Musiałam przecież nauczyć się na pamięć piosenek 'Earth Angel' i 'Power of love'. Z podkradzioną z kuchni cukinią zamiast gitary naśladowałam Martyego wykonującego 'Johnny B Goode' :





Z zapartym tchem śledziłam moment kiedy na parking wjeżdżają Libijczycy, chociaż wiedziałam przecież jak ta scena się skończy..  Podobnie było z wieżą zegarową i piorunem.. Tyle emocji bez współczesnych efektów specjalnych.. Ech.. :) Postanowiłam wkrótce urządzić noc z całą filmową trylogią i hektolitrami niezdrowej pepsi - czas cofnąć się do lat 80-tych :)
Niestety, wciąż nie mamy latających samochodów, deskolotek i samodopasowujących się ubrań, ale są płaskie telewizory, trójwymiarowe reklamy, tablety i wideorozmowy. Wciąż nie udało mi się przejechać DeLoreanem, ale z jednym zrobiłam sobie w tym roku zdjęcie. 
Zastanawiałam się, czy posiadając wehikuł czasu, chciałabym cokolwiek zmienić w mojej przeszłości.. Wymazać wspomnienia, złe chwile, nie dopuścić do pewnych sytuacji.. Otóż nie. Wydaje mi się, że wszystkie przeżycia ukształtowały moją osobowość i chociaż jestem strasznie krucha, to nie żałuję żadnych decyzji, które kiedykolwiek podjęłam. Nie oznacza to, że nie chciałabym mieć możliwości podróżowania w czasie. Omijałabym po prostu te miejsca, w których sama w danym momencie się znajdowałam. Ale gdybym mogła wybrać dowolną destynację i czas... Cholera, lista byłaby naprawdę długa :) 
A jeśli chodzi o przyszłość? Właściwie to nie chcę wiedzieć co będzie. Nadal wierzę, że jeśli czegoś bardzo się pragnie, to w końcu się spełni.. Wciąż wierzę w moc przyciągania dobrych rzeczy. Tylko chyba przydałaby się instrukcja obsługi, bo ewidentnie robię coś nie tak...
Doc Brown ma za to ciekawe przesłanie i dodatkowo pokrzepiające - szczególnie, że właśnie skończył mi się cukier ;) 








niedziela, 18 października 2015

sprzeczności

Zastanawiam się, dlaczego samotność tak boli? Wydaje mi się, że kiedyś było nam dobrze. Czytałyśmy książki, robiłyśmy zakupy, wybierając czasem celowo produkty o śmiesznych nazwach, gotowałyśmy wymyślne potrawy, tańczyłyśmy o poranku wirując po pokoju ze szczoteczką w zębach, piłyśmy kawę z mlekiem siedząc przy otwartym oknie na parapecie i wędrowałyśmy nocą po mieście.. , losowałyśmy filmy i zagrzebane w kocu z kotem na kolanach oglądałyśmy je - często bardzo późno w nocy krusząc przy tym w łóżku ;) Teraz sprawia ból i mimo ogromnych starań nie potrafię jej polubić.  Mam nadzieję jednak, że się uda, bo musimy przecież razem współistnieć. 

Zastanawiam się również, dlaczego nie potrafię pisać weselszych postów? Czasem, mam taki zamiar, pojawia się zamysł, ale kiedy siadam przy komputerze tylko takie słowa wymykają się spod palców.

Wczoraj, natrafiłam na wiersz Wiesławy Kwinto-Koczan : 

Mieć kolce jeża
Chronić
całą miękkość
przed dotykiem zła
Mieć w sercu
błękit
by starczyło
na całą zimę
Wiedzieć
kiedy kolce schować
kiedy przyszło lato

Wiem jak to jest mieć kolce. Ale wydaje mi się, że nie chcę już więcej wiedzieć jak to jest je zrzucać. Skrzydła są krótkotrwałe. Dla kilku chwil szczęścia nie będę ponownie ryzykować.


38. John Green - Szukając Alaski

Pierwsze skojarzenie - przypomina 'Buszującego w zbożu' J.D. Salingera. Ale kiedy w 'Buszującym...' czegoś mi brakowało, tutaj odnalazłam idealne proporcje. Główny bohater - Miles Halter to trochę introwertyczny chłopak. Cichy, wycofany, zamknięty w sobie. Wszystko zmienia się, kiedy przenosi się do szkoły z internatem. Poznaje tam między innymi Pułkownika, Takumiego, Larę.. i przede wszystkim Alaskę Young - niesamowicie inteligentną, piękną i nieobliczalną dziewczynę. Razem szukają odpowiedzi na pytanie: "Jak wydostać się z labiryntu?", które później zostaje wzbogacone o słowo 'cierpienia'. Miles dodatkowo pragnie odnaleźć swoje Wielkie Być Może. Czy mu się uda? Nie będę zdradzać szczegółów. W każdym razie jak najbardziej warto. Młodzi wrażliwi ludzie złaknieni wiedzy, przygód i szczęścia. Niepokonani i niezniszczalni. Zwyczajni, ale jednocześnie zupełnie nieprzeciętni. Spróbujcie zapoznać się z ich światem.

PS - Szymonie, dzięki za książkę :)



poniedziałek, 5 października 2015

surrealnie


Umyłam okna, obcięłam włosy, zmieniłam kolor. Porządki zaczęłam od tego co we mnie i tuż przy mnie. Świat nie jest bardziej przejrzysty, ale serce przestało łomotać jak ptak na uwięzi.. Czasem odnoszę wrażenie, że wcale go już nie mam, ale są momenty kiedy odczuwam zbyt wyraźnie. Słucham Trójki, a kiedy schylam się po poduszkę, która znienacka uciekła za łóżko, znajduję nie moją skarpetkę. Śmieszna, mała rzecz. Sama jestem śmieszna, bo każdego ranka karmię zarówno kota, jak i nadzieję. Specjalnie naszykowałam jej oddzielną miseczkę. Nie wiem tylko czy lubi uśmiechy i wspomnienia. Na wszelki wypadek, dokładam ciasteczka.
Kupiłam karnet na basen. Zanurzam się w wodzie i na moment zapominam, że istnieję. Błękit jest przyjemny i bezpieczny. Otulam się nim jak kocem. Przez moment jest dobrze. Niech będzie lepiej.

Słowa podobno mają magiczną moc. Nie sądzę, że nagle dzięki nim stanę się piękniejsza, bogatsza i pewna siebie. Wydaje mi się, że dzięki nim nie będę też umiała latać i przenosić się w czasie. Ale jeśli przy ich pomocy coś się zmieni, będzie lepiej, bardziej kolorowo i bezpiecznie.. jeśli uda się jeszcze raz spróbować jak smakuje szczęście - dlaczego nie próbować? (...chyba miało podobny smak do lodów malinowych... ale równie dobrze mogły to być gofry z bitą śmietaną).

Z przeczytanych dwie pozycje. Ubogo i tragicznie, ale takie czasy.

36. Agnieszka Lingas-Łoniewska - W szpilkach od Manolo - nie czytajcie tego! Rok temu byłam na szkoleniu w Warszawie, gdzie jedna z bibliotekarek zachwycała się twórczością owej pisarki. Wierzcie mi - nie ma najmniejszych powodów do radości. Zmarnowałam kilka godzin, bo nawet wątek kryminalny obecny w książce jest cholernie głupi i przewidywalny. 

37. Linwood Barclay - Bez śladu - całkiem zacny kryminał. Rodzina głównej bohaterki pewnego dnia znika. Nie wiadomo co się stało.. Co więcej, po 25 latach, tajemnica nadal jest nierozwiązana, ale nagle wokół rodziny ocalałej zaczynają dziać się dziwne rzeczy, mogące świadczyć o tym, że samo zniknięcie rodziny przed laty, to nie koniec historii... Świat Książki dostaje jednak ogromnego minusa, bo kartki podczas czytania samowolnie zaczynają wypadać.   


Rzeczywistość wokół jest niezwykle trudna do ogarnięcia, cieszę się zatem, że Tomasz Alen Kopera zaprosił mnie ostatnio do swojego świata. Magia połączona z surrealizmem okazała się tym, czego naprawdę potrzebowałam.
                                                         









poniedziałek, 28 września 2015

Jesień


Lubię jesień. Kojarzy mi się z szelestem liści, zapachem dymu z ogniska, grzanym winem i ciepłym kocem. Dzisiaj, po raz pierwszy poczułam jej obecność, kiedy dostrzegłam błyszczącego kasztana leżącego na chodniku. Przypomniałam sobie jak babcia zbierała je za przystankiem, obok starego cmentarza, a następnie pakowała w woreczki i chowała do łóżka. Pamiętam też wszystkie zrobione przeze mnie koślawe koniki, krówki i osiołki, które z niewiadomych przyczyn nie chciały stać prosto. Jechałam dziś samochodem, który wciąż uparcie nie chce się sprzedać i obserwowałam jak wokół zmieniają się kolory. I tylko noga lekko drży na sprzęgle. Wdech, wydech.. nie pomaga. Gdzie można kupić kilogram pewności siebie? Chętnie się dowiem (...)
Chwilowo pozbyłam się gorączki, jednak nadal nie mogę wyzdrowieć. Muszę walczyć. Staram się i czasem odnoszę wrażenie, że los sobie ze mnie kpi. Żegnam się ozięble z antybiotykiem, który zdecydowanie za długo mi towarzyszył. Planuję zastąpić go czosnkiem, jednak zapach nie dla wszystkich mógłby okazać się atrakcyjny i kuszący. Herbata z cytryną  i miodem przyjemnie rozgrzewa od środka. Kot leży tuż obok i cicho mruczy. Ciekawe o czym śni? 
Myślę, że pójdę w jego ślady i po raz kolejny spróbuję dziś zwalczyć bezsenność.


I będę czekać na sny.
I będę czekać na znak.


PS - O książkach już wkrótce.

niedziela, 20 września 2015

Zaraz wracam

Dzisiaj wyjątkowo próbuję pisać, żeby nie myśleć. Zawsze było odwrotnie. Uruchamiałam wszystkie możliwe pokłady wyobraźni, żeby stworzyć coś ciekawego. Tym razem zamykam się w literach, słowach i znakach interpunkcyjnych. Otulam się nimi szczelnie, do granic możliwości. Chciałabym być dla Kogoś domem. Takim przytulnym, pachnącym kawą z tarasem i kominkiem. Miejscem, w którym można czuć się dobrze i bezpiecznie. Nie chcę być mieszkaniem, które jest wynajmowane na jakiś czas. Chciałabym być domem, do którego się tęskni i chce się wracać (...) Próbuję nim być. Mam nadzieję, że potrafię.

Czytam dwie książki na raz, ale żadna z nich nie należy do kategorii tych oszałamiających i pozostawiających trwały ślad gdzieś w środku. Dzisiaj mam przerwę. Może kiedy litery przestaną skakać wrócę. Chwilowo wywieszam karteczkę z napisem 'zaraz wracam'. Głęboko wierzę, że ten 'zaraz' nie potrwa długo. Walczę z gorączką, choć chwilowo jestem na przegranej pozycji. Godzinę temu było 2:0 dla niej. Leków brak, a herbata, choć zaparzałam ją godzinę temu, nadal parzy. Zamiast pożądanej dzisiaj ciszy i bliskości, mam szum rynny za oknem i gryzącego kota. ...a kiedy telefon nie dzwoni, wiem że to Ty.

PS - Z reguły nie należę do osób, które lubią narzekać. Staram się zawsze wyszukiwać jak najwięcej pozytywnych aspektów istnienia. Czasem jednak przychodzi kryzys i bez pytania ładuje się obok, panosząc jak u siebie. Muszę koniecznie pamiętać żeby zamykać drzwi i dokładniej selekcjonować gości. Kryzys nie jest w moim typie.

środa, 2 września 2015

Co ja czytam ?


Czytam wszystko.

Napisy na murach i klatkach schodowych, etykiety na słoikach i butelkach, informacje dla pasażerów w środkach komunikacji, reklamy, które czasem znienacka wyświetlają się kiedy przeglądam artykuły, ulotki ze skrzynki pocztowej, ceny na stoiskach z warzywami, rachunki łącznie z drobnym maczkiem na samym dole.. Ot, takie drobne upośledzenie...

ale...

czytam też między wierszami, czytam szum drzew i śpiew ptaków, czytam szelest traw wysoko w górach, czytam spojrzenia, uśmiechy, milczenie, szepty i dotyk.

Lubię czytać :)

Jeśli ktoś mi powie, że każda godzina jest jednakowa, to nie uwierzę. Mam pewność, że podczas urlopu czas biegnie zupełnie inaczej - dużo szybciej niż zazwyczaj. Myślę, że to zostało specjalnie ukartowane gdzieś tam, na górze (ewentualnie na dole bądź z boku), żebyśmy nie spełniali się za bardzo podczas tych leniwych dni. W każdym razie moje tegoroczne wakacje - mimo zakrzywionej czasoprzestrzeni były niezwykle udane. Gorące, tropikalne powietrze było obecne nawet w Bieszczadach, a gwiazdy po raz kolejny na wyciągnięcie ręki. Jeżeli nie wiesz jak bardzo można tęsknić, odwiedź krainę zieloności, łagodności i dobrych aniołow, a później wróć do domu. Zobaczysz, poczujesz i... będziesz wracał.

Jak już wspomniałam, czas nie jest jednakowy. Bywa bezwzględny i okrutny. Na czytanie było go zdecydowanie za mało. Dobrze, że starczyło chociaż na zatracanie... :) 

34. Magdalena Kawka - Sztuka latania


Właściwie nie chcę pamiętać, że przeczytałam tę książkę. Najchętniej zepchnęłabym to na najdalszy kraniec świadomości, ewentualnie wrzuciłabym wszelkie refleksje i to wielkie WTF?!, które pojawiało się w trakcie lektury do czarnej dziury. Niestety. Jeśli wcześniej wspominałam, że mogę mieć problem podczas spotkania DKK, to tak naprawdę go nie miałam. Teraz mam. Nie mam pojęcia co mnie podkusiło do wypożyczenia owej pozycji. Pewnie okładka, na której widnieje jakiś kojący, wakacyjny widoczek. Głupia ja. Nigdy nie sugerujcie się okładką. To mega wielki i niewybaczalny błąd. Kiedy dotarłam do momentu, w którym główna bohaterka ma dylemat, czy nawiązać romans z żonatym mężczyzną i zastanawiając się, idzie do łóżka z kumplem przyjaciółki, którego nienawidzi uderzyłam głową w ścianę. Został ślad, który będzie mi o tym przypominać. A tak bardzo chciałabym zapomnieć.






35. Dolores Redondo - Niewidzialny strażnik 


Ponieważ po poprzedniej, kiepskiej obyczajówce pozostał paskudny niesmak, postawiłam wszystkie karty na kryminał. Tym razem nie zawiodłam się i jeszcze teraz delektuję się apetyczną treścią. Autorka stworzyła niesamowitą atmosferę, pełną retrospekcji, magii, mroku i ludowych wierzeń. Zagłębiłam się w fabułę tak bardzo, że zignorowałam totalnie poczucie głodu i pragnienia bojąc się, że parę kroków do lodówki wytrąci mnie całkowicie z krainy w której się znalazłam. Główna bohaterka, Amaia, wraca po latach do rodzinnego Elizondo. Jej celem jest odnalezienie mordercy, którego ofiarą padają młode dziewczęta mieszkające w okolicy. Amaia wspomina swoje dzieciństwo, które zdecydowanie nie należało do najłatwiejszych, posiadała bowiem matkę ze skłonnościami psychopatycznymi. Jednocześnie poszukuje zbrodniarza, co wcale nie jest prostym zadaniem, niektórzy bohaterowie są przekonani, iż winę ponosi basajaun - mitologiczny Pan Lasu. Jeśli macie ochotę na naprawdę dobry i nieprzewidywalny kryminał oraz gęsią skórkę na różnych częściach ciała - wybierzcie Niewidzialnego Strażnika. 

Na zakończenie spytam, choć obawiam się, że będzie to pytanie retoryczne - czy ktoś chciałby poprowadzić za mnie Narodowe Czytanie w sobotę? Obawiam się, że zeżre mnie stres, zatem trzymajcie chociaż kciuki żebym potrafiła sobie wyobrazić, że ludzie siedzący poza sceną są kompletnie nadzy. Wiem, że pomaga, przetestowałam ;)

...Jeśli nie wszyscy to chociaż nagi burmistrz.
Może akurat tego dnia wystarczy.


środa, 22 lipca 2015

Oniryczny kot i lalki z getta


Szłam boso po trawie. Była noc. W powietrzu unosił się zapach wanilii i dzikiej jabłoni. W pewnym momencie przede mną ukazał się wirujący, szary okrąg. Zbliżyłam się i zanurzyłam w nim dłonie. Poczułam coś miękkiego i puchatego. Ze środka chłodnej i lepkiej jak mgła substancji wyjęłam kota. Była to Łatka, którą dawno temu, będąc dzieckiem przyniosłam do domu... Zaczęła mruczeć głośno, ocierając się o mnie i zostawiając srebrny pył. 


Przedziwny sen... w dodatku był dość mocno realistyczny. Oczywiście zajrzałam do sennika, a tam :   


Wiele kobiet śni o kotce. Chodzi o rozwiązłość kotek, które miękkimi łapkami chcą spełnić seksualne zachcianki, ale jednocześnie chwytają ostrymi pazurkami i nie puszczają. Jest to symbol „dzikiej kotki" w osobowości kobiety, czyli popędu płciowego, przeważnie wstydliwie ukrywanego na jawie i pojawiającego się tylko w marzeniu sennym w postaci kotki.

Łatka nie była szara, a tu interpretacja rodem z Greja ;)
..a byłam przekonana, że kot symbolizuje coś magicznego. Chociaż zależy jak na to spojrzeć ;) 
W każdym razie mój własny, prywatny i teraźniejszy kot - przeniósł się w nocy na krzesło i odwrócił do mnie tyłem. Mam wrażenie, że nie toleruje obecności innych przedstawicieli rasy, nawet jeśli pojawiają się w świecie równoległym :)

Książka, która otrzymuje ode mnie dwie trójeczki już przeczytana. 'Już' to chyba również niewłaściwe słowo ponieważ średnia dwóch książek tygodniowo została znacznie obniżona. Oczywiście nie mam do siebie żalu - wiedziałam, że letnie miesiące dość mocno zagmatwają statystyki. Jest czas na zanurzanie się w książkach, ale chwilowo to głównie czas na odrobinę realizmu magicznego zmieszanego ze słodko-pikantną nutą szczęścia. Polecam, bo smakuje nieziemsko :)

33. Eva Weaver - Lalki z getta


Tematyka wojenna w powieściach nie należy do mojej ulubionej grupy, ale tym razem spotkało mnie bardzo miłe rozczarowanie. Pamiętam, że dawno temu, po lekturze książek Borowskiego, Nałkowskiej czy Grudzińskiego poczułam ogrom smutku, który wypełnił mnie po brzegi. Cytat: 'to ludzie ludziom zgotowali ten los' sprawił, że zupełnie inaczej zaczęłam postrzegać otaczającą mnie rzeczywistość i nabrałam ograniczonego zaufania do świata. Być może właśnie dlatego najbardziej odpowiadały mi smoki, fauny czy nierealne zdarzenia. Wolałam wyobrażać sobie, że wchodzę do szafy, a po drugiej stronie znajduje się Narnia, niż widzieć bomby zrzucane na miasto i siwy dym unoszący się z krematoriów w obozach koncentracyjnych.
W powieści Evy Weaver widzimy Warszawę oczami małego chłopca o imieniu Mika. Owszem - nie sposób obojętnie przekartkować strony opisujące cierpienie, głód czy lęk ludzi stłoczonych na małej przestrzeni warszawskiego getta. Jednak najbardziej przykuwa uwagę coś innego, coś, co pozwala chłopcu zapomnieć choć na chwilę o okrutnym świecie. Otóż Mika odziedziczył po dziadku płaszcz, który posiada cały labirynt kryjówek. To w nich chłopiec odnajduje kolekcje pacynek, które od tej chwili wiernie mu towarzyszą. Dodatkowo, odkrycie tajnej pracowni dziadka sprawia, że lalkarska pasja chłopca rozwija się coraz bardziej, a tworzone przez niego historie i opowieści stanowią niesamowite antidotum na wszechobecne zło. Oprócz historii Miki w powieści znajdujemy również barwnie opisane perypetie Maxa - niemieckiego żołnierza, do którego nasz stosunek zmienia się w trakcie wertowania kolejnych rozdziałów. Obie postacie niezaprzeczalnie łączy wojna, chęć przetrwania oraz... książę - lalka symbolizująca nadzieję na lepsze jutro. Nawet jeśli nie przepadacie za tego typu literaturą, warto spróbować. Książka pomaga odzyskać wiarę, by nigdy, ale to nigdy się nie poddawać. Czasami jesteśmy tak blisko realizacji celu, czy spełnienia marzeń, że wystarczy jeden mały krok :)

PS - Wiem, że końcówka przywodzi na myśl poradniki dotyczące pozytywnego myślenia, ale jest to zabieg celowy i zamierzony. Jedna z polonistek powiedziała mi kiedyś, że mam skłonność do happy endu. Nie zamierzam się jej wyzbywać ;)

sobota, 4 lipca 2015

zaklinacz słów


Ostatnie, drobne opóźnienia wynikają ze splotu wydarzeń, które nie pozwalają mi skupić myśli na pisaniu. Aczkolwiek są to przyjemne wydarzenia...:) Czuję ostatnio sporo dobrych myśli wokół. Senność odchodzi w zapomnienie, a rzeczywistość sprawia namacalną przyjemność. Chwilo, trwaj tym razem nieco dłużej...:)

Jeśli chodzi o książki, zaczęłam kilka na raz i stworzyłam mały literacki chaos obok łóżka. Dziś jednak skupię się na czarodzieju z Japonii. 
Murakami jest zaklinaczem słów. Jego książki spowija oniryzm, niedopowiedzenia oraz surrealizm. Kafka nad morzem oczarował mnie i długo nie mogłam zapomnieć licznych sentencji Oshimy. Tym razem postanowiłam jednak zmierzyć się ze zbiorem opowiadań, który jest idealny w chwilach permanentnego zmęczenia. Nie muszę się martwić, że powieść wciągnie tak bardzo, że książkę odłożę dopiero o 5 rano ;)

32. Haruki Murakami - Zniknięcie słonia 

Każde opowiadanie przypomina sen. Urywa się nagle pozostawiając mnóstwo znaków zapytania. Autor pozostawia w naszej wyobraźni całkiem spore pole do dywagacji. Nie wiemy co się stało z zaginionym kotem... Nie uzyskujemy odpowiedzi na pytanie czy klątwa została odwrócona, ani co się stało z kobietą, która nie spała przez 17 nocy. Myślę, że w przypadku tej książki jest to jak najbardziej na miejscu. Budzimy się czasem rano zastanawiając jak skończyłby się nasz sen.. Ale czy zakończenie jest najważniejsze? Wydaje mi się, że znaczenie poszczególnych obrazów pełni tutaj kluczową rolę. Symbole obecne w każdym krótkim eseju wytrącają nas na moment z rzeczywistego świata. Najbardziej cenię w twórczości Murakamiego możliwość oderwania się od świata realnego. Nie jest istotne czy będzie to surrealizm, czy nadrealizm. Nazwy nie mają najmniejszego znaczenia. Czy gdyby wszystko miało sens i porządek byłoby bardziej fascynujące?
Z pewnością nie.
Polecam jak najbardziej kompletnie się zatracić.
Sami przekonacie się, że warto :)

sobota, 20 czerwca 2015

Noce wśród książek i śnieżne zadymki




Myślę, że każdy z nas ma marzenie dotyczące miejsca, w którym chciałby spędzić noc. Dla jednych jest to plaża na Jamajce, dla innych nawiedzony dom, lawendowe pole, mała afrykańska chatka lub opuszczony autobus na Alasce. Na mojej liście marzeń znajduje się kilka ciekawych punktów, a jeden z nich właśnie się zrealizował. Z piątku na sobotę nocowałam w bibliotece :) Oczywiście nie odbyło się to na zasadzie: "Hura, rzucam wszystko łapię śpiwór i lecę spać między regałami!" - musiał być jakiś dobry pretekst. Indiańska nocka zuchów nadawała się wręcz idealnie :) Dziewięcioro urwisów w pióropuszach to motyw dość łatwy do ogarnięcia, ale niektórzy mówiąc - krzyczeli, a ilość decybeli przerastała najśmielsze normy ;) Poza tym, było całkiem śmiesznie. Liczyłam trochę, że uda mi się zaobserwować podobną sytuację jak w filmie 'Joy of books', ale niestety - bez szans :)

         


Moje legowisko wyglądało za to całkiem ciekawie :








Dziś natomiast, spędziłam niezwykle oniryczny dzień - przysypiałam co kilkanaście minut ;) Mimo to, udało mi się ugotować pyszny makaron z kurczakiem, suszonymi pomidorami i żółtą pastą curry, oraz przeczytać książkę Lauren Myracle, Maureen Johnson i Johna Greena  - W śnieżną noc (31).

W czerwcu.
Zupełnie nielogicznie ;) 

W każdym razie okazało się, że jest ona źle zaklasyfikowana, ponieważ stanowi trzy dość obszerne opowiadania dla młodzieży, a nie dorosłych. Opowiadania są ze sobą ściśle powiązane - wszystkie rozgrywają się w tym samym miasteczku i dotyczą grupy osób z tej samej szkoły. Mimo wszystko, polecam droga młodzieży, gdyż czytając, czujemy zapach choinki, pierników i ciasteczek, razem z bohaterami marzniemy podczas śnieżnej zamieci oraz przeżywamy pierwsze rozterki miłosne. Nie jest to lektura wielce ambitna, ale czy tylko takie czytać należy ? Nie! Przyznam jednak, że momentami, klimatem przypominała 'Śnieg' Przybyszewskiego, który uwielbiam. Następnym razem, na zimową opowieść zdecyduję się chyba jednak w innym terminie, a teraz zdecydowanie nadszedł czas, by rozgrzać się aromatycznym earl greyem :)