niedziela, 31 stycznia 2016

Czując

Ostatnie weekendy były u mnie dość pracowite. Robiłam zakupy, odkurzałam, myłam podłogi, wstawiałam pranie.. Tym razem przyszedł czas na odpoczynek. Razem z kotem zwiniętym w kłębek czytałam, oglądałam filmy, kruszyłam w łóżku i gotowałam zupę tajską. Kruszenie było najprzyjemniejszą czynnością ;) Wydaje mi się, że taka przerwa jest niezwykle potrzebna, a kurz powinien podobnie jak ja po prostu czasem poleżeć. Systematyczność zresztą, kiedy mieszkam sama, jest istotna tylko i wyłącznie dla mnie. Nie zapowiada się, żeby pranie miało mnie w nocy pożreć, zatem kolejne wpisy będą się tutaj jeszcze pojawiały. :) 


Z Archiwum X 


Kiedy serial był emitowany w telewizji, oglądałam w napięciu każdy odcinek. Miałam plakat z UFO, w tanich księgarniach kupowałam książki z niezbitymi dowodami na życie pozaziemskie i oczywiście potajemnie podkochiwałam się w Davidzie Duchovnym. Nie potrafiłam zrozumieć, dlaczego serialowa Scully jest tak sceptyczna. W pamięć zapadł mi odcinek, którego bohaterem był Wątrobowiec. Raz na 10 lat wychodził ze swojej kryjówki, by pożreć świeże, ludzkie wątroby. W dodatku miał zdolność przeciskania się przez najmniejsze szczeliny, dlatego po emisji, gdy brałam kąpiel z niepokojem obserwowałam kratkę wentylacyjną w łazience ;)
W tym tygodniu obejrzałam pierwszy odcinek nowego sezonu. Srogo się rozczarowałam. Fabuła była naciągana, a role odgrywane przez aktorów niezwykle sztuczne. Można było odnieść wrażenie, że wszystko robione było na siłę. A może to ja źle pamiętam i oczami nastolatki, niegdyś wyglądało to inaczej? Jedynie muzyka z początku serialu nadal przyprawia o dreszcze sprawiając, że wciąż chcę wierzyć.. ;)

Sense8


To z kolei serial, który nie rozczarował mnie w najmniejszym stopniu. No może w malutkim. Ponieważ dostępny jest tylko pierwszy sezon ;) Nie byłam nigdy fanką gatunku sci-fi, ale tutaj.. oglądałam i pożerając paluszki, z odcinka na odcinek czekałam na rozwój wydarzeń. Film momentami brutalny, niekiedy prawdziwy, a chwilami sensualny do granic. Fabuła wydaje się odrobinę infantylna, jednak oglądając wyrabiamy sobie zupełnie odmienne zdanie. Bohaterami jest ośmioro ludzi, żyjących na różnych kontynentach, którzy czują między sobą więź. Potrafią nagle i jednocześnie znaleźć się obok siebie. Mimo dzielących ich odległości wiedzą o sobie wszystko i wspólnie próbują odpowiedzieć na pytanie dlaczego tacy są. Ich tropem podąża tajna organizacja, która chce prowadzić na nich doświadczenia. Polecam nawet dla samych zachwycających obrazów i niesamowitej muzyki. Sigur Ros w ostatnim odcinku autentycznie przenosi do zupełnie innego świata.

                                       


Tylko dla dorosłych (Adult World, 2013, USA)

Bohaterką filmu jest Amy, którą gra Emma Roberts. Aktorkę polubiłam za American Horror Story, a kiedy dowiedziałam się, że jej ciotką jest Julia Roberts, sympatia tylko się umocniła :) Amy skończyła college i wierzy, że jej przeznaczeniem jest zostać wielką poetką. Nieustannie wysyła swoje wiersze do wydawnictw czekając aż wreszcie ktoś ją zauważy i doceni talent. Ponieważ jednak odpowiedzi nie przychodzą, dziewczyna postanawia poszukać pracy. Pewnego dnia wchodzi do sklepu z artykułami dla dorosłych i wówczas wszystko się zmienia. Ciepły i mądry film o tolerancji, dążeniu do spełnienia marzeń, a także dojrzewaniu emocjonalnym i wewnętrznej przemianie.
Na niedzielne popołudnie pasuje idealnie.



Literatura została dzisiaj pominięta. Sense8 przeszkodził w czytaniu, ale za to za tydzień zaległości zostaną nadrobione i postaram się żeby było naprawdę ciekawie..:)



poniedziałek, 25 stycznia 2016

Zmiany


Robię śniadanie. Jeszcze ciepłe, chrupiące bułki prosto z piekarni smaruję masłem, zalewam wrzątkiem herbatę i wołam kota, bo czas na poranną saszetkę. W międzyczasie obieram jajka i słucham wiadomości w Radiu Łódź. Kota nie ma. Wołam ponownie, po czym rozglądam się i co widzę ?


Facebook zatacza coraz szersze kręgi. A specjaliści od social media twierdzą, że odchodzi w zapomnienie ;)

Zerknęłam na datę – równo miesiąc temu rzuciłam pewien zgubny nałóg. Nie planowałam, że to zrobię, ot tak po prostu pewnego dnia nie kupiłam kolejnej, małej paczuszki. Przez pierwsze trzy dni faktycznie odczuwałam pewien brak, jednak szybko uświadomiłam sobie, że to jedynie przyzwyczajenie. Łatwo o nim zapomnieć zapełniając wolny czas rozmaitymi zajęciami. Odrobinę przerażające jest jednak to, że pozbywanie się nałogu można przyrównać do rozstania z człowiekiem. Na początku brakuje, jednak z biegiem czasu uświadamiasz sobie, że możesz bez niego żyć, a nawet… żyje Ci się łatwiej.

***

Cóż, dziś tylko jedna książka, ale za to jaka :)

Milan Kundera – Tożsamość

To pierwsza książka Kundery, którą przeczytałam i myślę, że jeszcze kiedyś do niego wrócę. Mocno egzystencjalna, pełna dylematów i analitycznych przemyśleń. Akcja skupia się wokół jednego małżeństwa – Chantal i Jean-Marca. Kiedy Chantal oznajmia mężowi, że jej smutek wynika z faktu, iż mężczyźni już się nią nie interesują, Jean-Marc postanawia wysłać do niej kilka anonimowych listów, podając się za cichego wielbiciela. 
Chodzę za panią jak szpieg, jest panie piękna, bardzo piękna. 
Powieść skłania do przemyśleń o naszą własną tożsamość. Czym jest? Z czego się składa? Co się stanie, jeśli nie rozpoznamy kogoś bliskiego? Co się stanie, jeśli nie rozpoznamy samych siebie? Podczas ich pierwszego spotkania, w górach, udało mu się niemal od razu znaleźć z nią na osobności. Gdyby przed tym spotkaniem sam na sam widywał ją często taką, jaką była przy innych, to czy rozpoznałby w niej osobę do pokochania? Gdyby poznał ją tylko z twarzą, którą pokazuje kolegom, szefom, podwładnym, to czy ta twarz by go wzruszyła i zachwyciła? Jean-Marc nie ma odpowiedzi na te pytania.

Jeśli szukacie literackich wyzwań, po prostu polecam.Dodam jeszcze, że czytanie powieści przypomina oglądanie starych filmów Woody'ego Allena. Ma swój niepowtarzalny klimat i urok, któremu nie sposób się oprzeć.


Filmowo natomiast trzy pozycje. Żadna nie rozczarowała, zatem proszę bardzo :)

Whisky dla aniołów (2012, dramat, komedia, Belgia, Francja, Wielka Brytania, Włochy)

Każdego roku, około 2% alkoholu przepada. Po prostu wyparowuje. Znika bezpowrotnie. Nazywamy ją whisky dla aniołów.

Bohaterami filmu jest grupa młodych osób : Robbie, Albert, Rhino i Mo. Zostali oni skazani na prace interwencyjne, za drobne przestępstwa, których się dopuścili. Żadna z postaci nie ma pracy, pieniędzy, ani perspektyw na przyszłość.. ale… czeka na nich najdroższa whisky na świecie. Kto mógłby oprzeć się takiej pokusie? Polecam – zwariowany, ciepły i przyjemny film. Aczkolwiek Albert niebotycznie mnie irytował ;)



Podróż na sto stóp (2014, komedia, Indie, USA, Zjednoczone Emiraty Arabskie)

Pod żadnym pozorem nie oglądajcie tego filmu na pusty żołądek. Twórcy powinni ostrzegać. Zdecydowanie jest to zabronione. W połowie projekcji musiałam przestać żeby sporządzić jakieś szybkie, aromatyczne danie. Ogólnie rzecz biorąc – hinduska rodzina sprowadza się do Francji, aby otworzyć restaurację. Czy hamulce zepsute w pobliżu domu pewnej uroczej dziewczyny to przypadek czy przeznaczenie? Sprawdźcie :) Tylko koniecznie z przekąską!
PS – Om Puri jest przeuroczy, a Manish Dayal bardziej przystojny już chyba nie mógł być :)




Grand Budapest Hotel (2014, dramat, komedia, Niemcy, USA, Wielka Brytania) 

Niezwykłe przygody niezwykłego portiera znanego europejskiego hotelu utrzymane w klimacie lat 30-stych XX wieku. Myślę, że film nie jest dla wszystkich, ale Ci, którzy zrozumieją specyficzny humor twórców z pewnością nie będą rozczarowani. Nie ma tu hollywoodzkich efektów specjalnych, ale jest niesamowita gra aktorska, ciekawe zwroty akcji, worek ironii i sarkazmu, a także bardzo dobrze dobrana muzyka. Stylizacja bezbłędna. Jeśli lubicie klimatyczne miejsca, gdzie czas się zatrzymał, koniecznie zarezerwujcie pokój :)




niedziela, 17 stycznia 2016

Biało

Przyszła zima. Nie należę do osób, które jakoś specjalnie na nią czekały, ale biały puch jest zdecydowanie przyjemniejszym widokiem niż szara breja. Opadające powoli płatki, zawsze przypominają mi Śnieg Przybyszewskiego - pierwszy dramat, który wywarł na mnie tak ogromne wrażenie. Wielka szkoda, że do tej pory dzieła Stanisława nie były wznowione, gdyż bardzo chętnie zostałabym właścicielką kilku z nich. Krzyk stał mi się na przykład bliski, przez tworzenie pracy magisterskiej, nieprzespane noce, godziny spędzone w bibliotece uniwersyteckiej przy mrugającej jarzeniówce, hektolitry kawy, analizowanie opracowań i porównywanie tekstu z obrazem Muncha. Mimo wszystko pozytywnie wspominam tamten czas. Nie wróciłabym do niego, ale było... bardzo intensywnie. Oniryzm zdecydowanie nie przepełniał mojego świata. 

Mimo wszystko, obecnie nie jest sennie. Zmęczenie i chęć tworzenia gawry z koca zwalczam realizując się w kuchni. Zapach ziół unoszący się z garnka, piecyka czy znad patelni, to magia w czystej postaci. We wtorek stworzyłam falafele z topinamburem, dzisiaj lasagne ze szpinakiem, za chwilę czas na sałatkę... i pierwszy raz jadłam kaszę gryczaną na zimno z mozarellą i pomidorami. Polecam - jako lunch do pracy sprawdza się wyśmienicie.

Doszła w tym tygodniu jedna książka, którą udało się przeczytać między odcinkami The Killing, dlatego zapraszam na parę słów o niej.. i życzę Wam puchatej zimy. Łagodnej, pełnej słońca 
i łaskawej w swojej bieli. :)

Maciej Wasielewski - Jutro przypłynie królowa


Słyszeliście kiedyś o Pitcairn? To wyspa znajdująca się na Oceanie Spokojnym, w Polinezji, a będąca pod jurysdykcją brytyjską. Ma nieco ponad 60 km kwadratowych powierzchni i zamieszkuje ją 50 osób. Pitcairn zostało zasiedlone przez słynnych buntowników z HMS "Bounty". W 1790 roku na bezludną wyspę dotarła część załogi ze statku. Marynarze wiedzieli, że nie mają po co wracać do Wielkiej Brytanii, gdzie byliby sądzeni. Aby uniknąć wymiaru sprawiedliwości, porwali z Tahiti kobiety oraz mężczyzn i osiedlili się na samotnej wyspie. Pitcairn słynie na świecie ze swojego wyjątkowego miodu pszczelego. Uprawiają tam też ziemniaki, banany, pomarańcze, kokosy i ananasy (które miejscowi nazywają jabłkami). Mała społeczność, wspólne radości i troski, bogactwo przyrody - czyżby prawdziwy raj na ziemi? Niestety, wyspa cieszy się również niechlubną przeszłością, którą opisał w swojej książce Maciej Wasielewski. Autor udał się na Pitcairn podając się za antropologa - jako dziennikarz nie miałby szans na pobyt i rozmowy z mieszkańcami. Jego kłamstwo zostało wykryte, dlatego już po 9 dniach musiał opuścić wyspę.
Raj czy piekło?
 Czym jest owa niechlubna przeszłość?
Zapraszam do lektury reportażu, a także artykułu :

niedziela, 10 stycznia 2016

Odrobinę chimerycznie.

Czy Wy też posiadacie niechcianych znajomych, którzy bez proszenia pakują się do Waszego domu i dezorganizują wszystko wokół? Moja znajoma nazywa się migrena.. Jej imię przypomina mi słowo chimera.
<- wygląda dokładnie tak samo jak to odczuwam.

Wkurza mnie, że w literaturze była to choroba wymówka wielu rozkapryszonych i egzaltowanych panienek. Otóż, gówno one wiedziały o migrenie, że się tak brzydko wyrażę. Momentami pali okrutnie gdzieś w środku.. innym zaś razem faktycznie wydaje mi się, że głowa nie należy do mnie. Nie mogę patrzeć na światło, a muzyka odpada całkowicie... W każdym razie cieszę się, że nie pojawia się częściej niż raz w miesiącu, w innym przypadku bowiem, poważnie rozważałabym sesje narkotyczne pozwalające zapomnieć o długotrwałym i uporczywym bólu. Fakt, że nie biorę narkotyków i nie znam żadnych dilerów mógłby utrudnić plany, ale dla chcącego nic trudnego ;) 
...a tak na poważnie.. moja kreatywność leży dziś i kwiczy, więc nie stworzę oszałamiającego elokwencją wpisu. Przyznaję uczciwie, że pomysłowość jest dziś wielce niskobudżetowa, zatem kilka zdań musi niestety wystarczyć.


Przeczytałam w tym roku tylko jedną książkę. To oczywiście jawny skandal i obraza majestatu (aczkolwiek nie mam pojęcia czyjego). Dodam jednak, że czeka na mnie pokaźny, smakowity stosik i już wkrótce nadrobię zaległości. Tymczasem zapraszam na recenzję książkowo-filmową - postaram się nie zanudzić :)

Anna Lyndsey - Dziewczyna w ciemności

Lubię pamiętniki. Mają w sobie niesamowitą ilość emocji - zarówno tych pozytywnych jak i negatywnych. Obserwujemy małe szczęścia i radości, frustracje, złość, gniew, a także zwątpienie i niepewność. Anna wiodła spokojne życie. Miała ciekawą pracę, mieszkanie i chłopaka, z którym zamierzała wziąć ślub. Pewnego dnia, gdy siedziała przy komputerze zaczęła odczuwać dziwne pieczenie twarzy.. Początkowo zignorowała je, jednak zaczęło się nasilać... U dziewczyny zdiagnozowano wysoką nadwrażliwość na światło. Jej życie zostało ograniczone do małego szczelnie zaciemnionego pokoju. Mimo to, w wypowiedziach autorki znajduje się sporo ciepła i humoru. Odnajduje radość w możliwości słuchania audiobooków, czy spacerów w chwilach, gdy stopień nasilenia choroby jest mniejszy. Anna nie poddaje się. Wymyśla niesamowite gry umysłowe, z których sama kiedyś chętnie skorzystam. Warto przeczytać i polubić bohaterkę, która jest przesympatyczną dziewczyną pragnącą po prostu godnie żyć. Czytając o życiu Anny, takie problemy jak migrena tracą na znaczeniu.
Najszlachetniejsza prawda brzmi: istnieje cierpienie. Przez wieki dziwacznie ją deformowano, pytając na przykład „Dlaczego ja?”. To pytanie idioty. Rozsądny człowiek pyta co najwyżej: „A dlaczego nie?

Hotel Marigold (2011, dramat, komedia, USA, Wielka Brytania, Zjednoczone Emiraty Arabskie)

Przyjemny film pozwalający się zrelaksować. Właściwie spodziewałam się czegoś ciut lepszego, ale produkcja nie rozczarowała mnie w okrutny i nieprzemyślany sposób. Poza tym gra tutaj Bill Nighy. W stosunku do niego zawsze będę bezkrytyczna :)



Śmieć (2014 Thriller, Przygodowy, Wielka Brytania, Brazylia)

Dwaj chłopcy ze slumsów w Rio de Janeiro znajdują na wysypisku portfel. Postanawiają odkryć jego tajemnicę ukrywając się jednocześnie przed policją. Słowo śmieć posiada tutaj wiele znaczeń. Może odnosić się zarówno do znaleziska, do samych chłopców w oczach stróżów prawa, jak i odwrotnie. Polecam szczególnie fanom Slumdoga :) Przyznaję tylko, że choć uwielbiam horrory, w filmach spoza gatunku nie jestem w stanie oglądać jakichkolwiek scen niesprawiedliwych tortur, czy znęcania się nad innymi. Przewinęłam.




...i przyszedł czas na serial

The Killing (2011-2014 serial kryminalny, USA)

Miałam obejrzeć tylko pilota. Nie udało się. Wciąga całkiem mocno, dlatego ostrzegam wszystkich, którzy muszę się uczyć lub mają solidne plany na zimowe wieczory. Ja na szczęście chwilowo żadnych nie posiadam, choć książki tęsknią... 
Głównym tematem jest śledztwo w sprawie zamordowania nastoletniej Rosie Larsen. Dochodzenie prowadzi detektyw Sara Linden, a jej partnerem jest Stephen Holder. Cenię ogromnie rolę obu bohaterów. Są niesamowicie naturalni, nie mają na sobie ton makijażu i nie wyglądają jak modele z wybiegu. Zdecydowanie pomaga to wrażeniu autentyczności. Z odcinka na odcinek spotykamy coraz więcej tajemnic i niedopowiedzeń. Spróbujcie, a przekonacie się sami jak ciężko oderwać się od ekranu, orzeszków i ciasteczek :)

sobota, 2 stycznia 2016

Fotel i jego konsekwencje


Mój zielony puf sako, zdeformował się od ciągłego używania, a ponieważ była to tańsza wersja bez możliwości wymiany wkładu, zawędrował do piwnicy. Być może przyda się jeszcze w schronisku dla zwierzaków. Przyszedł czas na nowszy model - tym razem postawiłam na skandynawski dizajn - fotel prosto z Ikei. Przypadliśmy sobie do gustu, jednak w noc sylwestrową doszło między nami do małej sprzeczki. Zaatakował mnie znienacka i od tamtej pory paznokieć u lewej stopy ma fascynujący odcień głębokiego indygo. Obecnie żyjemy w zgodzie i choć w założeniu miałam siedzieć w nim i rozkoszować się literaturą pomieszaną z wielkimi kubkami earl greya, póki co, głównie oglądam filmy. Nutka towarzyszy mi czasem i wówczas wygląda to tak : 

                                                                                                                                                                                                                                               



 (Tak, pierwsze moje zdjęcie, które umieściłam na blogu jest kiepskiej jakości lustrzanym selfie ;))



...natomiast kiedy fabuła nie jest dla niej godna uwagi, przemieszcza się kawałek dalej i tam oddaje egzystencjalnym rozmyślaniom, co idealnie ukazuje poniższy obrazek : 



Niestety, jeśli chodzi o kota, to od kilku dni między 5 a 7 rano zapewnia mi pobudkę płacząc pod drzwiami wyjściowymi. Tak, to jedyne drzwi, które są w moim domu zamknięte. Przez kilka miesięcy był spokój i nie mam pojęcia czemu znów jej się przypomniało, że warto z tego powodu manifestować niezadowolenie. I dlaczego o tak zbójeckiej porze? Nie pomaga noszenie na rękach, dosypywanie karmy, smakołyki, ani wychodzenie na klatkę.. I nier, nie umieszczę tutaj zdjęcia rozchochranwej mnie o 5 rano przy drzwiach z kotem pod pachą ;) Mam nadzieję, że minie, a póki co resztę dzisiejszego dnia spędze w fotelu zapewniając sobie mix filmowo-literacki ;) 

***

Zanim przejdę do filmów chciałam wspomnieć, że niezwykle śmieszą mnie mądre sentencje umieszczane na fb przez rozmaite osoby. Ja rozumiem, że czasem potrzeba nam motywacji i kopa, by wziąć się za siebie i zacząć działać, ale może warto po prostu zamknąć przeszłość w butelce po tyskim, zakorkować i wrzucić do pojemnika na szkło? Naprawdę działa, a recykling to dobra i modna ostatnio czynność ;) Dlatego zdecydowanie bardziej wolę treściwe dialogi prowadzone przez kury :


...niż pseudointelektualny bełkot, który czasem zlewa się w jedno i przypomina poniższy przykład (swoją drogą całkiem niezły ;)) :




***

...a teraz kilka słów o filmach, bo trafiłam nieźle i żaden z nich nie był chłamem. Jeśli szukacie czegoś ciekawego na styczniowy wieczór, to właściwie każdy z nich nadaje się do wspólnego oglądania z partnerem/partnerką, psem, kotem, kameleonem czy też turkuciem podjadkiem :) 

Earl i ja i umierająca dziewczyna (2015, dramat, USA) 

Ciekawe dialogi, naturalna gra aktorska i choć tematyka podobna 
- dla mnie chyba ciut lepsze od 'Gwiazd naszych wina'. 


Klasa pana Tourette'a (2008, dramat, USA) 

Lubię filmy inspirowane prawdziwą historią, zwłaszcza jeśli jest to coś godnego naśladowania i wartego pokazania. Niezwykła determinacja bohatera, dążenie do zostania nauczycielem i piękna gra aktorska.. Nigdy nie rozumiałam braku tolerancji wobec odmienności i coś budziło we mnie sprzeciw kiedy się z tym spotykałam. Tutaj świetnie przedstawiony jest proces radzenia sobie w nietolerancyjnym społeczeństwie. Polecam. 




Odrobina nieba (2011, komedia, romans, dramat, USA)

Dla tych, którzy lubią śmiać się i płakać jednocześnie - takie rozchwianie emocjonalne raz na jakiś czas bywa zdrowo konstruktywne ;) Świetna  rola Kate Hudson :) 




Annie Hall (1977, komedia obyczajowa, USA)

W literaturze szuka się doskonałych rozwiązań, bo w życiu jest to niemożliwe.
...i tutaj muszę przyznać, że jest mi trochę wstyd. Pierwszy raz oglądałam ten film i nie mam pojęcia jak to się stało. Cudnie pozytywny i uroczo zabawny. Warto, nawet bardzo.





Jak dogonić szczęście (2014, komedia dramat, Kanada, Niemcy, RPA, Wielka Brytania)

Ten film z kolei, miałam zamiar obejrzeć dawno temu i tkwił na liście w telefonie, aż do dziś. Bohaterem jest psychiatra, który pewnego dnia postanawia wyruszyć w podróż i odnaleźć właściwą definicję szczęścia. Zabawny i naprawdę dający do myślenia. Wybierzcie się w podróż razem z Hektorem :)




                                                                                  

czwartek, 31 grudnia 2015

Witaj 2016, z daleka wyglądasz interesująco.. :)


Nie strzelajcie

Teoretycznie Sylwester jest jutro, a strzały słychać od kilku dni. Za każdym razem serce mojego kota łomocze niczym ptak na uwięzi. Nigdy nie rozumiałam fanatyków hałasu. Pomijam fakt, że nie rozumiałam jakichkolwiek fanatyków ;) Unikałam głośnych imprez, a na koncertach wybierałam miejsca z dala od głośnika. Chciałabym żeby świat na chwilę się zatrzymał. Przestał pędzić i krzyczeć. Strzelać i wrzeszczeć. Zwolnił, złagodniał i po prostu się wyciszył. Niestety, nie jest to możliwe i trzeba przetrwać jutrzejszy dzień. Nigdzie nie jadę, nie idę i nie imprezuję. W tym roku całkowicie odpuszczam i to chyba właściwa decyzja. Mam ser, winogrona, listę filmów i stos książek. W szafie gotowe posłanie dla Nuty, a w zamrażalniku kubełek lodów i kilka refleksji.

Postanowienia noworoczne

Śmieszą mnie trochę mnożące się ostatnio na fb wydarzenia typu: "Znajdę męża w 2016 roku" ; "W 2016 roku zajdę w ciążę", choć przyznaję, że podobało mi się jedno: "W 2016 roku napiszę list tradycyjny" i właściwie.. czemu nie ? :) W nowym wyzwaniu książkowym nie biorę udziału, ale postanowiłam sięgnąć po nieco ambitniejszą literaturę i zagłębić się w zapomniane regały biblioteczne. Jest kilku pisarzy, których poznałam jedynie przelotnie. Może warto spędzić z nimi kilka nocy. :) Nie planuję ciąż, mężów ani morderczych ćwiczeń z Chodakowską. 
Chciałabym, żeby w 2016 roku pojawiło się trochę gór, lasów i magii.
Chciałabym żeby omijały mnie rozczarowania.
I chciałabym kilku pozytywnych zaskoczeń, wzruszeń i przyspieszonych oddechów.
Mam nadzieję, że się spełni. 


***

Nie będzie podsumowania roku.
Było bardzo dobrze i bardzo źle.
Równowaga zachowana.
Idzie Nowy Rok. Czas na przewagę w kierunku jasnej strony mocy. :)

***

Przestaję numerować książki. Pewnie na koniec roku podliczę je sobie z czystej ciekawości, ale zaczęłam odnosić wrażenie, że zrobiło się tu jakoś schematycznie. Kontrolowany chaos ze szczyptą nieładu jest bardziej przystępny i zdecydowanie milej przeze mnie widziany :)

Olga Rudnicka - Diabli nadali 



Cieszę się, że wciąż istnieją młode pisarki, którym zależy. Nie powielają schematów tylko tworzą nowe. Utrzymują poziom i zaskakują. Uwielbiam Rudnicką. Literackie komedie kryminalne wychodzą jej niesamowicie dobrze i na każdą nową książkę czekam z niecierpliwością. Polecam bez zastrzeżeń i lojalnie uprzedzam - w książce jest Diabeł :)






Nathan Filer - Zapytaj księżyc


Sięgając po powieść należy być przygotowanym na chaotyczność, szereg niedopowiedzeń i kilka urwanych historii. Należy uświadomić sobie, iż narrację prowadzi chorujący na schizofrenię Matthew i przez pewien czas, przyglądać się poszczególnym wydarzeniom z jego perspektywy. Jednocześnie warto wspomnieć, że jest to jedna z książek, które trudno odłożyć i wrócić do historii następnego dnia. Czytałam do godziny trzeciej, a później i tak nie mogłam zasnąć. Każdy z nas mógłby być bohaterem tej historii. Bardzo udany debiut. Mam nadzieję, że Pan Filer wkrótce znów zapewni mi bezsenną noc.



Filmowo polecam natomiast 'Grę tajemnic' (The Imitation Game) z uroczym Benedictem Cumberbatchem i Keirą Knightley. To historia Alana Turinga, angielskiego matematyka, który przyczynił się do złamania kodu enigmy podczas II wojny światowej. Nie mam pojęcia jak mogłam ten film pominąć, ale cieszę się, że nadrobiłam zaległości. 



Na zakończenie podsyłam od Żudit 10 naprawdę dobrych, tegorocznych tekstów z blogosferyWarto zajrzeć



..i cóż.. do zobaczenia w następnym roku!
 Życzę Wam, żeby był naprawdę smaczny i przyjemny :)


środa, 16 grudnia 2015

grudniowo

Czas ucieka biegnąc z rozwianymi włosami. Są momenty gdy próbuję go dogonić, ale znacznie częściej przypatruję się z dystansem. Nie lubię się spieszyć i działać pod presją upływających minut, godzin, czy dni. Może dlatego brakuje tutaj systematyczności, ale cóż.. nic na to nie poradzę. Jestem nieregularna i całkiem mi z tym dobrze ;)

Jedni czekają na Pierwszą Gwiazdkę, inni na Gwiezdne Wojny, a ja właściwie.. na jedno i drugie. Przez kilka lat nie potrafiłam odnaleźć w sobie dawnego, dziecięcego zachwytu choinką, zapachami, muzyką, śniegiem... W tym roku wszystko wróciło ze zdwojoną mocą, a jak wiadomo - niech moc będzie z Tobą ;) Cieszy mnie kupowanie prezentów, przeglądanie przepisów, migoczące światełka i piosenki w których słowo 'christmas' wałkowane jest setki razy. Tegoroczne jesienne miesiące - październik i listopad, nie były dla mnie zbyt łaskawe. Grudzień za to, otulił łagodną falą.

A oto choinka, którą poczyniłam dzisiaj w pracy :


Oczywiście czytam. Zaniedbałam za to filmy i seriale.
Jeśli ktoś mógłby polecić coś ciekawego, będę dźwięczna.
Mogę zrewanżować się literacko, herbaciano, bądź kawowo :)

Podsumowanie tym razem króciutkie :

44. Maria Nurowska - Wariatka z Komańczy

Pani Maria oczarowała mnie powieścią 'Nakarmić wilki', natomiast odnoszę wrażenie, że z każdą kolejną jest coraz gorzej. Miałam nadzieję, iż jest to ciekawie przedstawiona postać kobiety mieszkającej w Bieszczadach, tymczasem otrzymujemy strzępki informacji. Dodatkowo mało udane retrospekcje, w których chwilami się gubiłam. Ostatnie sceny były tak infantylne, że z ulgą zamknęłam powieść. Owszem, jest kilka fajnych momentów. Ale gdybym takimi słowami usprawiedliwiała każdy związek, zapewne tkwiłabym w mało pasjonującej rutynie u boku kogoś nie dla mnie. Nie polecam, ale jednocześnie nie odradzam.


45. Adam Wajrak - Wilki


Raz słyszałam wycie wilka. Po zmroku, w Cisnej. Dobiegało ze szlaku na Jasło. Ciarki i magia. A u Wajraka mnóstwo wiedzy, historii i anegdot. Genialne zdjęcia. Wciągające wspomnienia opisane zupełnie niebanalnie. I zazdrość kiedy myślę o domku w Teremiskach. Warto, warto, warto :) 






46. Monika Feth - Zbieracz truskawek


Kompletny precedens, ponieważ jest to pierwszy kryminał, który mi się podobał mimo, że na początku już dowiadujemy się kim jest morderca. Autorka umiejętnie kreśli cechy poszczególnych postaci jednocześnie stopniując napięcie właśnie tam, gdzie jest to wskazane. Książka poprawna i niepoprawna zarazem. Pozwólcie sobie na odrobinę.. sprzeczności ;)





PS 1 - Chyba byłam grzeczna w tym roku, bo nie dość, że Mikołaj przyszedł wcześniej,
 to jeszcze przyniósł mi pralkę :)

PS 2 - Jeśli nie macie kominka, polecam... karmnik online. Przed momentem rozmawiałam przez telefon i widziałam jak gdzieś nad Soliną kuna leśna wybiera sobie najlepsze ziarenka... Szał :)

sobota, 28 listopada 2015

Wielka chmura myśli




Zastanawiam się czy uda mi się odpowiednio ułożyć dzisiaj słowa, bo wielka chmura myśli jest ciężka do okiełznania.. Wygląda to mniej więcej tak : 




Mam nadzieję, że jakoś dam radę, dzisiaj bowiem, oprócz tego, że książkowo, to będzie też ciut wspomnieniowo i introwertycznie. Dodam kilka obrazków jeśli ktoś już w tym momencie stwierdził, że wieje nudą :) Siostra uświadomiła mi ostatnio, że jedno z mało kreatywnych pytań mających na celu (chyba?) zagajenie rozmowy to: "dlaczego jesteś smutna/zła?". Dokładam jeszcze: "Czemu się nie odzywasz?". Mam wrażenie, że część osób wychodzi z założenia, że kiedy jestem sama nieustannie pożądam kontaktu z innym człowiekiem i rozrywki, bo inaczej wciąż się umartwiam i jest mi źle. Otóż obalam powszechnie funkcjonujący mit. Naprawdę przez większość czasu dobrze mi samej :) Nie oznacza to oczywiście, że non stop siedzę zamknięta w czterech ścianach czytając książki, wpatrując się w monitor i obżerając czym popadnie. No dobrze, zjadłam w czwartek opakowanie śmietany 18%. Ale po prostu nie mogłam się oprzeć ;) W każdym razie lubię ludzi, ale nie lubię tłumów. Lubię koncerty, kino, teatr, ale nie lubię klubów z migającym stroboskopem i dudniącej muzyki bez głębszego sensu. Czasem trzęsą mi się ręce, bo tak po prostu mam. I czasem lubię być sama, bo tego potrzebuję - tak celem wyjaśnienia :)

                                          


Jednak rzadko tak naprawdę jestem sama, ponieważ nawet dzisiaj, kiedy zagłębiałam się w książkę, wyglądało to w ten sposób : 


:)

Właśnie mija rok od kiedy zamieszkałam w kawalerce, gdzie powstały najbardziej intensywny wpisy tego bloga. Przeczytałam 43 książki - dużo, czy mało? Właściwie nie wiem. Numerowałam i z przyzwyczajenia pewnie nadal będę to robić. W każdym razie ja i kot lubimy to mieszkanie. Był czas, ze ktoś chciał je z nami dzielić, ale chyba jesteśmy za mało fajne, bo nie wytrzymał z nami długo. Stop. Jesteśmy zbyt fajne :) Lubię tu wracać po pracy i gotować obiady. Lubię też, kiedy odwiedzają mnie znajomi i cztery ściany wypełniają szepty i śmiech. Nie lubię myć podłóg, za to polubiłam zmywanie, czego się po sobie nie spodziewałam. I przyzwyczaiłam się do nowych dźwięków, hałasów, skrobania i stukania. Nawet jeśli mieszka ze mną duch, to jest raczej mało zauważalny ;) Pamiętam, że pierwsze noce spędziłam z latarką obok poduszki. Gdzieś w głowie kołatały mi wtedy słowa piosenki 'Little talks' zespołu Of Monsters and Man :  


'Nie lubię przechadzać się po tym starym, pustym domu
Złap mnie więc za rękę przejdę się razem z tobą moja droga
Schody skrzypią gdy kładę się spać przez co nie mogę zasnąć
To dom mówi ci, abyś zamknęła oczy'


Choć uwielbiam oryginał, to tym razem umieszczę tu równie dobry cover : 





Życzę sobie i kotu, żeby nadal mieszkało nam się tutaj tak samo dobrze jak do tej pory. I żeby kiedyś ktoś nas zechciał na trochę dłużej. Bo samotność jest fajna. Ale kiedy dzieli się ją z kimś to jest jeszcze fajniejsza :)

Vonnegut miał rację i faktycznie tak bywa że : 



ale wierzę mimo wszystko, iż : 

Dziękuję, że jesteście.

Tymczasem książkowo dzisiaj dwie pozycje. W przypadku pierwszej z nich nie potrafię jednak być obiektywna. Daruję sobie grafiki, bo i tak ten wpis został wystarczająco urozmaicony ;)

42. Małgorzata Musierowicz - Feblik

Ciekawe, że sprowadzając się tutaj, zaczynałam czytać Wnuczkę do orzechów. W pewnym sensie zatoczyłam koło. W dzieciństwie wszystkie jej książki wydawały mi się idealne i nieskazitelne. Teraz oczywiście dostrzegam sporo błędów. Widoczna również jest powtarzalność. Przymykam oko, kocham bowiem Borejków. Jeśli można mieć fikcyjną, alternatywną rodzinę, to właśnie oni tworzyli taką dla mnie i jestem za to autorce niesamowicie wdzięczna. Ignasia również polubiłam, choć mimo wszystko ciut większą sympatią darzę Józinka ;)

43. Andrzej Stasiuk - Nie ma ekspresów przy żółtych drogach

To dość intrygujący zbiór felietonów i esejów. Niektóre stylem dość mocno przypominają reportaże Hugo-Badera. Już sam tytuł przyciąga. Nie ma ekspresów. Ale czasem uda się złapać stopa. Być może ktoś podrzuci nas furmanką. Ewentualnie pójdziemy pieszo i odkryjemy rzeczywistość na nowo. Można czytać wybiórczo. Nie trzeba zapamiętywać numeru strony i rozglądać się za czymś, nadającym na zakładkę. A na zachętę cytat:

"Pojadę z niewielkim bagażem i jak ognia będę unikał nadmorskich kurortów. Plaże latem przypominają średniowieczne wizje piekła. Nauczę się pięćdziesięciu włoskich słów i sprawdzę, jak się podróżuje w tamtych stronach autostopem. Zabiorę lekki śpiwór i oszczędzając na hotelach, tu i ówdzie prześpię się pod gołym niebem. Oczywiście będę się bał tarantuli, ale wino pozwoli ukoić ten lęk. (...) Tak siedzieć na rynku nieznanego miasteczka, albo wsi w obcym kraju, to jest jak czytać piękną książkę. Trochę się rozumie, ale resztę trzeba sobie wyobrażać. Ludzie wykonują gesty takie jak w twoich stronach, ale ich znaczenie nie jest do końca znane. Tylko zwierzęta, koty i psy, zachowują się tak jak wszędzie i reagują raczej na zapach ciała i ciepło głosu niż na wygląd i słowa. Taki jest mój naiwny plan."

niedziela, 22 listopada 2015

inny świat

Istnieje niezwykle przyjemny moment w pracy bibliotekarza, kiedy przychodzi paczka z nowościami. Zdarza się dość często, że wśród owych książek, znajduje się kilka, bądź też kilkanaście pozycji, które sama pragnę przeczytać. Wówczas tworzy się mały zator. W łóżku oprócz mruczącego kota, spoczywa często spory, literacki stosik. Ponieważ nie mogę się zdecydować, najczęściej z każdej pozycji czytam po kilkanaście stron, pochłaniając przy tym ogromne ilości krakersów i wypijając wielkie kubki parującej herbaty. 
Właściwie nie narzekam :) Lubię te momenty, kiedy alternatywna rzeczywistość przejmuje nade mną kontrolę. Lubię poznawać nowe światy - zarówno podróżując fizycznie, jak i poprzez ciągi liter o fascynującym znaczeniu. Aktualizacje zatem ostatnio trochę bardziej sporadyczne, ale będę zaglądać i informować. Nie znikam. :)


czwartek, 12 listopada 2015

Tańcząc w ciemnościach


W niedzielę zbuntował się transformator stojący nieopodal mojego bloku i zabrakło prądu na cały dzień. Właściwie, gdyby nie płynąca lodówka nie byłoby problemu. Można istnieć i tak :) Biorąc pod uwagę ostatnie miesiące, byłam właściwie nieustannie otoczona ciemnością. Próbowałam jej uciec, wyswobodzić się i faktycznie, udawało się na jakiś czas, ale zawsze wracała.. Rozważałam opcję polubienia ciemności, ale ma trudny charakter i nie uznaje kompromisów. Ciemność nie lubi radości. Irytują ją uśmiechy, spokój i szczęście. Kiedy dzisiaj skończyłam książkę, postanowiłam doprowadzić do porządku kuchnię. Czyściłam szafki nucąc Niemena adekwatnie do pory roku... Zastanowiłam się przez moment i postanowiłam pójść za ciosem. Pieczone jabłko zdecydowanie było tym, czego potrzebowałam. Wzbogaciłam je o brązowy cukier, kakao, cynamon i płatki migdałowe. Włączyłam radio i delektowałam się smakiem, zapachem i chwilą.

Ciemność zniknęła. 




40. Izabela Sowa - Powrót 




Książka zapowiadała się naprawdę dobrze. Miała przychylne recenzje, a główna bohaterka już na wstępie prezentowała się ciekawie. Jednak, jak to czasem bywa - zwiastun fajny i nic poza tym. Naprawdę, chciałabym dać tej powieści jakąś rekomendację, ale nie potrafię. Czytając, nieustannie się gubiłam. Nie byłam pewna gdzie w danym momencie rozgrywa się akcja. Zmieniały się miejsca, a dialogi stawały się cortaz bardziej niemrawe. W dodatku kiepski suspens. Nie polecam.









41. Camilla Lackberg - Pogromca Lwów



 To już dziewiąty tom szwedzkiej sagi kryminalnej, a autorka nadal utrzymuje bardzo wysoki poziom. Od książki naprawdę ciężko się oderwać, a sprawdziłam - nikt nie posmarował jej super glue ;) Dwie słabo przespane noce spędzone na zagłebianiu się w kolejne śledztwo prowadzone przez komisariat w Tanumshede. Momenty zabawne, facynujące, ale również przerażające i mroczne. Owszem, może czasem opisywana historia jest nieco infantylna, ale zupełnie mi to nie przeszkadza. Polecam zarówno książkę (nie ma to jak dobra zbrodnia jesienną porą ;)), jak i artykuł o autorce o intrygującym tytule ;) : Proszę, Camillo, zabij mi szwagra