poniedziałek, 28 września 2015

Jesień


Lubię jesień. Kojarzy mi się z szelestem liści, zapachem dymu z ogniska, grzanym winem i ciepłym kocem. Dzisiaj, po raz pierwszy poczułam jej obecność, kiedy dostrzegłam błyszczącego kasztana leżącego na chodniku. Przypomniałam sobie jak babcia zbierała je za przystankiem, obok starego cmentarza, a następnie pakowała w woreczki i chowała do łóżka. Pamiętam też wszystkie zrobione przeze mnie koślawe koniki, krówki i osiołki, które z niewiadomych przyczyn nie chciały stać prosto. Jechałam dziś samochodem, który wciąż uparcie nie chce się sprzedać i obserwowałam jak wokół zmieniają się kolory. I tylko noga lekko drży na sprzęgle. Wdech, wydech.. nie pomaga. Gdzie można kupić kilogram pewności siebie? Chętnie się dowiem (...)
Chwilowo pozbyłam się gorączki, jednak nadal nie mogę wyzdrowieć. Muszę walczyć. Staram się i czasem odnoszę wrażenie, że los sobie ze mnie kpi. Żegnam się ozięble z antybiotykiem, który zdecydowanie za długo mi towarzyszył. Planuję zastąpić go czosnkiem, jednak zapach nie dla wszystkich mógłby okazać się atrakcyjny i kuszący. Herbata z cytryną  i miodem przyjemnie rozgrzewa od środka. Kot leży tuż obok i cicho mruczy. Ciekawe o czym śni? 
Myślę, że pójdę w jego ślady i po raz kolejny spróbuję dziś zwalczyć bezsenność.


I będę czekać na sny.
I będę czekać na znak.


PS - O książkach już wkrótce.

niedziela, 20 września 2015

Zaraz wracam

Dzisiaj wyjątkowo próbuję pisać, żeby nie myśleć. Zawsze było odwrotnie. Uruchamiałam wszystkie możliwe pokłady wyobraźni, żeby stworzyć coś ciekawego. Tym razem zamykam się w literach, słowach i znakach interpunkcyjnych. Otulam się nimi szczelnie, do granic możliwości. Chciałabym być dla Kogoś domem. Takim przytulnym, pachnącym kawą z tarasem i kominkiem. Miejscem, w którym można czuć się dobrze i bezpiecznie. Nie chcę być mieszkaniem, które jest wynajmowane na jakiś czas. Chciałabym być domem, do którego się tęskni i chce się wracać (...) Próbuję nim być. Mam nadzieję, że potrafię.

Czytam dwie książki na raz, ale żadna z nich nie należy do kategorii tych oszałamiających i pozostawiających trwały ślad gdzieś w środku. Dzisiaj mam przerwę. Może kiedy litery przestaną skakać wrócę. Chwilowo wywieszam karteczkę z napisem 'zaraz wracam'. Głęboko wierzę, że ten 'zaraz' nie potrwa długo. Walczę z gorączką, choć chwilowo jestem na przegranej pozycji. Godzinę temu było 2:0 dla niej. Leków brak, a herbata, choć zaparzałam ją godzinę temu, nadal parzy. Zamiast pożądanej dzisiaj ciszy i bliskości, mam szum rynny za oknem i gryzącego kota. ...a kiedy telefon nie dzwoni, wiem że to Ty.

PS - Z reguły nie należę do osób, które lubią narzekać. Staram się zawsze wyszukiwać jak najwięcej pozytywnych aspektów istnienia. Czasem jednak przychodzi kryzys i bez pytania ładuje się obok, panosząc jak u siebie. Muszę koniecznie pamiętać żeby zamykać drzwi i dokładniej selekcjonować gości. Kryzys nie jest w moim typie.

środa, 2 września 2015

Co ja czytam ?


Czytam wszystko.

Napisy na murach i klatkach schodowych, etykiety na słoikach i butelkach, informacje dla pasażerów w środkach komunikacji, reklamy, które czasem znienacka wyświetlają się kiedy przeglądam artykuły, ulotki ze skrzynki pocztowej, ceny na stoiskach z warzywami, rachunki łącznie z drobnym maczkiem na samym dole.. Ot, takie drobne upośledzenie...

ale...

czytam też między wierszami, czytam szum drzew i śpiew ptaków, czytam szelest traw wysoko w górach, czytam spojrzenia, uśmiechy, milczenie, szepty i dotyk.

Lubię czytać :)

Jeśli ktoś mi powie, że każda godzina jest jednakowa, to nie uwierzę. Mam pewność, że podczas urlopu czas biegnie zupełnie inaczej - dużo szybciej niż zazwyczaj. Myślę, że to zostało specjalnie ukartowane gdzieś tam, na górze (ewentualnie na dole bądź z boku), żebyśmy nie spełniali się za bardzo podczas tych leniwych dni. W każdym razie moje tegoroczne wakacje - mimo zakrzywionej czasoprzestrzeni były niezwykle udane. Gorące, tropikalne powietrze było obecne nawet w Bieszczadach, a gwiazdy po raz kolejny na wyciągnięcie ręki. Jeżeli nie wiesz jak bardzo można tęsknić, odwiedź krainę zieloności, łagodności i dobrych aniołow, a później wróć do domu. Zobaczysz, poczujesz i... będziesz wracał.

Jak już wspomniałam, czas nie jest jednakowy. Bywa bezwzględny i okrutny. Na czytanie było go zdecydowanie za mało. Dobrze, że starczyło chociaż na zatracanie... :) 

34. Magdalena Kawka - Sztuka latania


Właściwie nie chcę pamiętać, że przeczytałam tę książkę. Najchętniej zepchnęłabym to na najdalszy kraniec świadomości, ewentualnie wrzuciłabym wszelkie refleksje i to wielkie WTF?!, które pojawiało się w trakcie lektury do czarnej dziury. Niestety. Jeśli wcześniej wspominałam, że mogę mieć problem podczas spotkania DKK, to tak naprawdę go nie miałam. Teraz mam. Nie mam pojęcia co mnie podkusiło do wypożyczenia owej pozycji. Pewnie okładka, na której widnieje jakiś kojący, wakacyjny widoczek. Głupia ja. Nigdy nie sugerujcie się okładką. To mega wielki i niewybaczalny błąd. Kiedy dotarłam do momentu, w którym główna bohaterka ma dylemat, czy nawiązać romans z żonatym mężczyzną i zastanawiając się, idzie do łóżka z kumplem przyjaciółki, którego nienawidzi uderzyłam głową w ścianę. Został ślad, który będzie mi o tym przypominać. A tak bardzo chciałabym zapomnieć.






35. Dolores Redondo - Niewidzialny strażnik 


Ponieważ po poprzedniej, kiepskiej obyczajówce pozostał paskudny niesmak, postawiłam wszystkie karty na kryminał. Tym razem nie zawiodłam się i jeszcze teraz delektuję się apetyczną treścią. Autorka stworzyła niesamowitą atmosferę, pełną retrospekcji, magii, mroku i ludowych wierzeń. Zagłębiłam się w fabułę tak bardzo, że zignorowałam totalnie poczucie głodu i pragnienia bojąc się, że parę kroków do lodówki wytrąci mnie całkowicie z krainy w której się znalazłam. Główna bohaterka, Amaia, wraca po latach do rodzinnego Elizondo. Jej celem jest odnalezienie mordercy, którego ofiarą padają młode dziewczęta mieszkające w okolicy. Amaia wspomina swoje dzieciństwo, które zdecydowanie nie należało do najłatwiejszych, posiadała bowiem matkę ze skłonnościami psychopatycznymi. Jednocześnie poszukuje zbrodniarza, co wcale nie jest prostym zadaniem, niektórzy bohaterowie są przekonani, iż winę ponosi basajaun - mitologiczny Pan Lasu. Jeśli macie ochotę na naprawdę dobry i nieprzewidywalny kryminał oraz gęsią skórkę na różnych częściach ciała - wybierzcie Niewidzialnego Strażnika. 

Na zakończenie spytam, choć obawiam się, że będzie to pytanie retoryczne - czy ktoś chciałby poprowadzić za mnie Narodowe Czytanie w sobotę? Obawiam się, że zeżre mnie stres, zatem trzymajcie chociaż kciuki żebym potrafiła sobie wyobrazić, że ludzie siedzący poza sceną są kompletnie nadzy. Wiem, że pomaga, przetestowałam ;)

...Jeśli nie wszyscy to chociaż nagi burmistrz.
Może akurat tego dnia wystarczy.


środa, 22 lipca 2015

Oniryczny kot i lalki z getta


Szłam boso po trawie. Była noc. W powietrzu unosił się zapach wanilii i dzikiej jabłoni. W pewnym momencie przede mną ukazał się wirujący, szary okrąg. Zbliżyłam się i zanurzyłam w nim dłonie. Poczułam coś miękkiego i puchatego. Ze środka chłodnej i lepkiej jak mgła substancji wyjęłam kota. Była to Łatka, którą dawno temu, będąc dzieckiem przyniosłam do domu... Zaczęła mruczeć głośno, ocierając się o mnie i zostawiając srebrny pył. 


Przedziwny sen... w dodatku był dość mocno realistyczny. Oczywiście zajrzałam do sennika, a tam :   


Wiele kobiet śni o kotce. Chodzi o rozwiązłość kotek, które miękkimi łapkami chcą spełnić seksualne zachcianki, ale jednocześnie chwytają ostrymi pazurkami i nie puszczają. Jest to symbol „dzikiej kotki" w osobowości kobiety, czyli popędu płciowego, przeważnie wstydliwie ukrywanego na jawie i pojawiającego się tylko w marzeniu sennym w postaci kotki.

Łatka nie była szara, a tu interpretacja rodem z Greja ;)
..a byłam przekonana, że kot symbolizuje coś magicznego. Chociaż zależy jak na to spojrzeć ;) 
W każdym razie mój własny, prywatny i teraźniejszy kot - przeniósł się w nocy na krzesło i odwrócił do mnie tyłem. Mam wrażenie, że nie toleruje obecności innych przedstawicieli rasy, nawet jeśli pojawiają się w świecie równoległym :)

Książka, która otrzymuje ode mnie dwie trójeczki już przeczytana. 'Już' to chyba również niewłaściwe słowo ponieważ średnia dwóch książek tygodniowo została znacznie obniżona. Oczywiście nie mam do siebie żalu - wiedziałam, że letnie miesiące dość mocno zagmatwają statystyki. Jest czas na zanurzanie się w książkach, ale chwilowo to głównie czas na odrobinę realizmu magicznego zmieszanego ze słodko-pikantną nutą szczęścia. Polecam, bo smakuje nieziemsko :)

33. Eva Weaver - Lalki z getta


Tematyka wojenna w powieściach nie należy do mojej ulubionej grupy, ale tym razem spotkało mnie bardzo miłe rozczarowanie. Pamiętam, że dawno temu, po lekturze książek Borowskiego, Nałkowskiej czy Grudzińskiego poczułam ogrom smutku, który wypełnił mnie po brzegi. Cytat: 'to ludzie ludziom zgotowali ten los' sprawił, że zupełnie inaczej zaczęłam postrzegać otaczającą mnie rzeczywistość i nabrałam ograniczonego zaufania do świata. Być może właśnie dlatego najbardziej odpowiadały mi smoki, fauny czy nierealne zdarzenia. Wolałam wyobrażać sobie, że wchodzę do szafy, a po drugiej stronie znajduje się Narnia, niż widzieć bomby zrzucane na miasto i siwy dym unoszący się z krematoriów w obozach koncentracyjnych.
W powieści Evy Weaver widzimy Warszawę oczami małego chłopca o imieniu Mika. Owszem - nie sposób obojętnie przekartkować strony opisujące cierpienie, głód czy lęk ludzi stłoczonych na małej przestrzeni warszawskiego getta. Jednak najbardziej przykuwa uwagę coś innego, coś, co pozwala chłopcu zapomnieć choć na chwilę o okrutnym świecie. Otóż Mika odziedziczył po dziadku płaszcz, który posiada cały labirynt kryjówek. To w nich chłopiec odnajduje kolekcje pacynek, które od tej chwili wiernie mu towarzyszą. Dodatkowo, odkrycie tajnej pracowni dziadka sprawia, że lalkarska pasja chłopca rozwija się coraz bardziej, a tworzone przez niego historie i opowieści stanowią niesamowite antidotum na wszechobecne zło. Oprócz historii Miki w powieści znajdujemy również barwnie opisane perypetie Maxa - niemieckiego żołnierza, do którego nasz stosunek zmienia się w trakcie wertowania kolejnych rozdziałów. Obie postacie niezaprzeczalnie łączy wojna, chęć przetrwania oraz... książę - lalka symbolizująca nadzieję na lepsze jutro. Nawet jeśli nie przepadacie za tego typu literaturą, warto spróbować. Książka pomaga odzyskać wiarę, by nigdy, ale to nigdy się nie poddawać. Czasami jesteśmy tak blisko realizacji celu, czy spełnienia marzeń, że wystarczy jeden mały krok :)

PS - Wiem, że końcówka przywodzi na myśl poradniki dotyczące pozytywnego myślenia, ale jest to zabieg celowy i zamierzony. Jedna z polonistek powiedziała mi kiedyś, że mam skłonność do happy endu. Nie zamierzam się jej wyzbywać ;)

sobota, 4 lipca 2015

zaklinacz słów


Ostatnie, drobne opóźnienia wynikają ze splotu wydarzeń, które nie pozwalają mi skupić myśli na pisaniu. Aczkolwiek są to przyjemne wydarzenia...:) Czuję ostatnio sporo dobrych myśli wokół. Senność odchodzi w zapomnienie, a rzeczywistość sprawia namacalną przyjemność. Chwilo, trwaj tym razem nieco dłużej...:)

Jeśli chodzi o książki, zaczęłam kilka na raz i stworzyłam mały literacki chaos obok łóżka. Dziś jednak skupię się na czarodzieju z Japonii. 
Murakami jest zaklinaczem słów. Jego książki spowija oniryzm, niedopowiedzenia oraz surrealizm. Kafka nad morzem oczarował mnie i długo nie mogłam zapomnieć licznych sentencji Oshimy. Tym razem postanowiłam jednak zmierzyć się ze zbiorem opowiadań, który jest idealny w chwilach permanentnego zmęczenia. Nie muszę się martwić, że powieść wciągnie tak bardzo, że książkę odłożę dopiero o 5 rano ;)

32. Haruki Murakami - Zniknięcie słonia 

Każde opowiadanie przypomina sen. Urywa się nagle pozostawiając mnóstwo znaków zapytania. Autor pozostawia w naszej wyobraźni całkiem spore pole do dywagacji. Nie wiemy co się stało z zaginionym kotem... Nie uzyskujemy odpowiedzi na pytanie czy klątwa została odwrócona, ani co się stało z kobietą, która nie spała przez 17 nocy. Myślę, że w przypadku tej książki jest to jak najbardziej na miejscu. Budzimy się czasem rano zastanawiając jak skończyłby się nasz sen.. Ale czy zakończenie jest najważniejsze? Wydaje mi się, że znaczenie poszczególnych obrazów pełni tutaj kluczową rolę. Symbole obecne w każdym krótkim eseju wytrącają nas na moment z rzeczywistego świata. Najbardziej cenię w twórczości Murakamiego możliwość oderwania się od świata realnego. Nie jest istotne czy będzie to surrealizm, czy nadrealizm. Nazwy nie mają najmniejszego znaczenia. Czy gdyby wszystko miało sens i porządek byłoby bardziej fascynujące?
Z pewnością nie.
Polecam jak najbardziej kompletnie się zatracić.
Sami przekonacie się, że warto :)

sobota, 20 czerwca 2015

Noce wśród książek i śnieżne zadymki




Myślę, że każdy z nas ma marzenie dotyczące miejsca, w którym chciałby spędzić noc. Dla jednych jest to plaża na Jamajce, dla innych nawiedzony dom, lawendowe pole, mała afrykańska chatka lub opuszczony autobus na Alasce. Na mojej liście marzeń znajduje się kilka ciekawych punktów, a jeden z nich właśnie się zrealizował. Z piątku na sobotę nocowałam w bibliotece :) Oczywiście nie odbyło się to na zasadzie: "Hura, rzucam wszystko łapię śpiwór i lecę spać między regałami!" - musiał być jakiś dobry pretekst. Indiańska nocka zuchów nadawała się wręcz idealnie :) Dziewięcioro urwisów w pióropuszach to motyw dość łatwy do ogarnięcia, ale niektórzy mówiąc - krzyczeli, a ilość decybeli przerastała najśmielsze normy ;) Poza tym, było całkiem śmiesznie. Liczyłam trochę, że uda mi się zaobserwować podobną sytuację jak w filmie 'Joy of books', ale niestety - bez szans :)

         


Moje legowisko wyglądało za to całkiem ciekawie :








Dziś natomiast, spędziłam niezwykle oniryczny dzień - przysypiałam co kilkanaście minut ;) Mimo to, udało mi się ugotować pyszny makaron z kurczakiem, suszonymi pomidorami i żółtą pastą curry, oraz przeczytać książkę Lauren Myracle, Maureen Johnson i Johna Greena  - W śnieżną noc (31).

W czerwcu.
Zupełnie nielogicznie ;) 

W każdym razie okazało się, że jest ona źle zaklasyfikowana, ponieważ stanowi trzy dość obszerne opowiadania dla młodzieży, a nie dorosłych. Opowiadania są ze sobą ściśle powiązane - wszystkie rozgrywają się w tym samym miasteczku i dotyczą grupy osób z tej samej szkoły. Mimo wszystko, polecam droga młodzieży, gdyż czytając, czujemy zapach choinki, pierników i ciasteczek, razem z bohaterami marzniemy podczas śnieżnej zamieci oraz przeżywamy pierwsze rozterki miłosne. Nie jest to lektura wielce ambitna, ale czy tylko takie czytać należy ? Nie! Przyznam jednak, że momentami, klimatem przypominała 'Śnieg' Przybyszewskiego, który uwielbiam. Następnym razem, na zimową opowieść zdecyduję się chyba jednak w innym terminie, a teraz zdecydowanie nadszedł czas, by rozgrzać się aromatycznym earl greyem :)

poniedziałek, 15 czerwca 2015

Domofon, wielkie oczy i tygrys

W piątkowy i sobotni wieczór dość burzliwa atmosfera. Zapach siarki unosił się w powietrzu, a pioruny przecinały niebo tworząc fantazyjne wzory. Pięknie było! Tymczasem, zmodernizowałam nieco bloga ofiarując mu miejsce na facebooku. Niech ma :) 

30. Zygmunt Miłoszewski - Domofon 

'Domofon' jest debiutem pisarza i jednocześnie pierwszą jego powieścią, z którą miałam styczność. Nie dosłownie oczywiście, bo nie raz przewijał się przez moje ręce w bibliotece, ale teraz spędziłam z nim trzy noce i trochę lepiej się znamy ;) To chyba nie do końca jest kryminał... Odniosłam wrażenie, że dział z horrorami byłby dla niego lepszym miejscem. W każdym razie, czytając, przypomniał mi się film 'Diabeł' z 2010 roku, gdzie kilka osób uwięzionych w windzie walczy o przetrwanie. Tutaj mamy analogiczną sytuację, z tym że winda jest jedynie epizodem, natomiast więzienie stanowi blok mieszkalny. Poznajemy jego lokatorów, ich życiorysy i mroczne sekrety. Z każdym rozdziałem, coraz bardziej ponure fakty wychodzą na jaw...  Powieść momentami irytująca i denerwująca, ale zdecydowanie posiada magnetyczną siłę przyciągania i ciężko jest o niej zapomnieć. Myślę, że przy najbliższej okazji, sięgnę po kolejną powieść pana Zygmunta. ;)


Po południu trafiłam przez przypadek na film 'Wielkie oczy' i przepadłam.. Ogólnie gra aktorska nie jest powalająca i zachwycająca, a sam obraz momentami dość przewidywalny, natomiast urzekły mnie obrazy i sama postać artystki - Margaret Keane, o której Tim Burton postanowił opowiedzieć szerszej publiczności. Przeczytałam kilka artykułów na jej temat i polecam jeden z nich : ---> klik  Jest to dość smutna historia o niezwykle utalentowanej kobiecie, która stworzyła serię obrazów przedstawiających dziecięce postacie o ogromnych, niepokojacych oczach. Artystka przeszła dość długą drogę od stłamszonej i zniewolonej kobiety do pewnej siebie artystki i z pewnością należy jej się za to podziw i szacunek.. A niektóre obrazy faktycznie hipnotyzują... 




W ramach wieczornego relaksu z kolei, zafundowałam sobie drobną reminescencję. Tym razem padło na... kredki. Iwona K. - jeśli to czytasz, dzięki za pomysł.  Polecam wszystkim kolorowanki antystresowe - genialna zabawa ! :)


niedziela, 7 czerwca 2015

nie-realnie


Raz w miesiącu zawsze boli mnie głowa. Jest to ból dotkliwy, nieprzyjemny i odporny na wszelkie tabletki. Pomyślałam sobie, że skoro przez większość czasu żyję w świecie odrealnionym, musi to mieć jakąś cenę. Ten ból to po prostu rzeczywistość ;)

Zastanawiam się też dlaczego niektórym tak ciężko zrozumieć, że można robić coś tylko dla siebie. Intrygują mnie pytania : Dla kogo tak się wystroiłaś? lub : Chce Ci się gotować tylko dla siebie? Wychodzi na to, że kiedy mieszkam sama powinnam chodzić w worku pokutnym i jeść suchary ;) Dlaczego mam traktować siebie gorzej ? Proste, niedzielne pytanie bez odpowiedzi.. A dzisiejszy kurczak z miodem, cynamonem i chilli był naprawdę genialny ;]

Powieści które przeczytałam, w pewien sposób są do siebie podobne. Łączy je zamiłowanie bohaterów do książek.

28. Rowan Coleman - Szczęśliwy dom złamanych serc 


Książka leżała na samym wierzchu obok biurka w bibliotece dla dorosłych. Nazywamy ją tak, aby odróżnić od biblioteki dla dzieci, która znajduje się w tym samym budynku. Kiedy się nad tym zastanawiam, dochodzę do wniosku, że ja z kolei pracuję w bibliotece dla każdego ;) Wracając jednak do książki - pierwsze na co zwróciłam uwagę to wydawnictwo. Uwielbiam Zwierciadło :) Jest to powieść, która nie wyróżnia się niczym szczególnym, ale właśnie w tego typu literaturę chciałam zanurzyć się przed snem. Główna bohaterka Ellen, od roku żyje w żałobie po stracie męża, który zginął w wypadku samochodowym. Dodatkowo cierpi na agorafobię i opuszczenie domu wydaje jej się niemożliwe. Aby podreperować budżet postanawia wynająć kilka pokoi w swoim domu. I tak pod jej dach trafia Matt, felietonista frywolnego magazynu 'Bang it!', Sabine, której relacje z mężem pozostawiają wiele do życzenia, oraz Allegra, ekcentryczna pisarka romansów historycznych, które Ellen redaguje i jednocześnie jest ich wielką fanką. Warto zapoznać się z losami Ellen, jej syna Charliego i pozostałych bohaterów. Muszę jednak ostrzec, że książkę czyta się niebywale szybko, dlatego profilaktycznie warto mieć pod ręką jakieś inne czytadło ;)

29. Neil Gaiman - Ocean na końcu drogi

Neil Gaiman to dla mnie Tim Burton literatury. Uwielbiam jego surrealistyczne historie. Pisarz nieustannie udowadnia nam, że świat dziecka jest skomplikowany i bogaty w elementy niedostępne dla innych. Obawiam się, że książki Neila mogą być niezrozumiałe dla osób, które stały się całkiem dorosłe ;) Główny bohater 'Oceanu...' to mężczyzna wracający pamięcią do czasów, gdy miał siedem lat. Widzimy chłopca nieśmiałego i zamkniętego w sobie, który odnajduje ukojenie w książkach. Pewnego dnia, na jego drodze staje dziwna dziewczynka, Lettie, która uważa, że staw za jej domem to ocean :
To nie jest staw, ile razy mam ci tłumaczyć. To ocean! No przypatrz się. Nie? Nie widzisz. Zamknij oczy. Otwórz. Popatrz jeszcze raz. Ocean, prawda?

Od tego momentu już nic nie będzie takie samo. Jak w każdej powieści Gaimana, tak i tutaj mamy do czynienia z magią i istotami nadprzyrodzonymi. Zacierają się granice pomiędzy jawą, a snem. Całości dopełnia bardzo sugestywny cytat Maurice’a Sendaka: Bardzo dokładnie pamiętam swoje dzieciństwo… Wiedziałem wówczas straszne rzeczy. Ale wiedziałem też, że nie mogę pozwolić, by dorośli zorientowali się, że wiem. To by ich przeraziło. 
Z punktu widzenia osoby patrzącej realistycznie to zapewne smutna powieść o chłopcu, dla którego rodzice nie mieli czasu.. Jeśli zapomnimy jednak o tym co rzeczywiste, dostrzeżemy niezwykłe przygody i barwne postaci, które na długo pozostaną w naszej pamięci :)

PS - Pierwszy raz pisałam w parku - całkiem tu przyjemnie, pomijając fakt, że szachiści przegonili mnie z ławeczki ze stoliczkiem. No dobrze, narysowana tam jest szachownica, zatem mieli przewagę nad moim małym notebookiem, który średnio tam pasował :)





środa, 3 czerwca 2015

Dzieciństwo i szaleństwo


     W weekend odbyły się dni mojego miasta. Ogólnie nie przepadam za tego typu imprezami, chyba że faktycznie gra ktoś godny uwagi, ewentualnie zapewnione są jakieś mega atrakcje. Tym razem przeniosłam się do czasów dzieciństwa. Co najmniej pół godziny spędziłam gapiąc się na DeLoreana. Stanęły mi przed oczami te wszystkie chwile, kiedy oglądałam 'Powrót do przyszłości' : jakieś lato i otwarty balkon, zima, moja gorączka i sok z kiszonej kapusty, dziecięce zadurzenie w Michaelu J. Foxie.. Uwielbiałam ten film, a kasety VHS na których był nagrany zjechałam do granic możliwości. ...i pomyśleć, że mamy 2015 rok - a gdzie moja deskolotka ja się pytam ? ;)


W poniedziałek z kolei był Dzień Dziecka.. Siedząc w pracy dokonałam małej reminescencji książkowej. Najbardziej urzekły mnie w dzieciństwie trzy pozycje : 

1. Mała Księżniczka - pamiętam, że czytając, odczuwałam niesamowitą empatię w stosunku do Sary, a jednocześnie wielkie oburzenie tym, jak była traktowana. Wtedy chyba pierwszy raz zetknęłam się z niesprawiedliwością wynikającą z braku pieniędzy. Nigdy tego nie rozumiałam i nadal nie rozumiem. 

2. Tajemniczy ogród - Chciałam być Mary. Chciałam myszkować po ogromnym, wiktoriańskim domu i poznać chłopca pachnącego wiatrem. Pamiętam, że książkę czytałam siedząc na drzewie i rozglądałam się po okolicy zastanawiając, czy gdzieś w pobliżu nie znajduje się ogród, którego dawno nikt nie odwiedzał..;)


3. Kwiat kalafiora - książkę kupiłam podczas wycieczki do zoo. Przy wejściu znajdował się straganik, na którym spośród wielu, wypatrzyłam właśnie tę, która na okładce miała uśmiechniętą Gabrysię. Zakochałam się w rodzinie Borejków. Utożsamiałam się z Natalią, razem z nimi przeżywałam wzloty i upadki. 


Ostatnio jednak przeczytałam powieść autobiograficzną, która z pewnością jest dość wstrząsająca, ale jednocześnie pouczająca i dająca jakąś niesamowitą, wewnętrzną siłę.

27. Elyn R. Saks - Schizofrenia. Moja droga przez szaleństwo. 



Życie Elyn z pewnością nie należało do najłatwiejszych. Szepty w głowie pojawiły się dość wcześnie, kiedy była jeszcze nastolatką. Zaczęło się dość niewinnie - wydawało się, że domy do niej mówią. Później jednak objawy zaczęły się nasilać. Kosmici, przeświadczenie o tym, że nie zasługuje na nic, liczne halucynacje i omamy, kolejne, męczące pobyty w szpitalach psychiatrycznych. Elyn miała wolę walki. Chciała studiować i być normalną osobą. Walczyła o siebie i ocalenie osobowości. Dodatkowym atutem książki, jest bardzo przystępny język oraz fakt, iż autorka objaśniała znaczenie terminów medycznych, które dla przeciętnego człowieka mogą być nie do końca zrozumiałe.

Kilka recenzji zaczerpniętych z tyłu okładki, które doskonale oddają klimat książki: 

„Książka jest zapisem wspomnień i refleksji potwierdzających, że osoba cierpiąca na psychozy dzięki lekom, psychoanalizie i odpowiedniemu wsparciu, może wieść twórcze życie, nawiązywać przyjaźnie i odnaleźć miłość”.
Oliver Sachs, autor książki Przebudzenia

„Ta znakomita opowieść o życiu skłania do refleksji i schlebia wyszukanym gustom. Czytając ją, można się delektować”.
Leo Rangell, prezes Międzynarodowego Towarzystwa Psychoanalitycznego

„Książkę powinien przeczytać każdy, kto interesuje się chorobami psychicznymi i ich leczeniem, niezwykłymi biografiami lub po prostu dobrą literaturą”.
Robert Michels, wykładowca medycyny i psychiatrii
Uniwersytetu Cornella

„Odważna, śmiała, poruszająca, do bólu szczera i inspirująca relacja z trwającej całe życie walki z demonami”.
Dilip V. Jeste, wykładowca psychiatrii i neurologii Uniwersytetu Kalifornijskiego







czwartek, 21 maja 2015

czy-tam

Matko, ale ta Masłowska jest dziwna ! ;)

25. Kochanie zabiłam nasze koty 


Szczerze mówiąc ciężko jest mi w chwili obecnej napisać coś logicznego i konstruktywnego, dlatego po prostu zacytuję autorkę :

"Kochanie zabiłam nasze koty to wypadkowa, jak to zwykle bywa z powieściami, przejęcia losem ludzkości i różnych osobistych udręk. W ingrediencjach znajdą więc Państwo moje zmęczenie radioaktywnymi miastami i moje zmęczenie radioaktywną sobą. I moje urzeczenie morzem jako tworem w sposób doskonały i beztroski łączącym w sobie bezkres i ściek. Wreszcie- bezustanne zadziwienie kondycją duchową nowego człowieka. Człowieka wolnego, żyjącego poza takimi anachronicznymi, zaśmiardującymi molami kategoriami jak duchowość, religia, polityka, historia.

Człowieka w związku z tym bezjęzykowego, człowieka którego mową ojczystą jest Google Translator. Aktualnie mam więc nadzieję że będą lubili Państwo moją nową książkę.

I że zrobi ona Państwa dzień."

Zamarłam po przeczytaniu z kołaczącą gdzieś obok głowy myślą, że interpretacja na DKK to mission impossible. Cóż, mam nadzieję, że jednak coś wymyślę. Wszak książka ma nawet swoją stronę internetową :P -> klik


26. Agnieszka Kaluga - Zorkownia 

Na początku był blog. A właściwie Agnieszka, która postanowiła zacząć pisać. Mamy hospicjum i pacjentów, którzy odchodzą. Temat, który dość często jest spychany na bok, zamiatany pod dywan. Tymczasem, mimo że spotykamy wiele łez, smutku i bólu, udaje się wyłapać pogodny ton poszczególnych wypowiedzi. Warto. I nadal coś się we mnie gotuje, po przeczytaniu fragmentu o sprzeciwach mieszkańców osiedla wobec budowy hospicjum w sąsiedztwie. Ech... 


Ostatnio oglądałam kilka wywiadów z księdzem Kaczkowskim. Rewelacyjny człowiek, który jednocześnie walczy z nowotworem, pomaga w hospicjum, a także głosi swoje własne poglądy, tak odmienne od "głosu Kościoła". Indywidualiści, mimo że kiepsko odbierani przez czasy współczesne, u mnie mają ogromnego plusa. Nie warto zlewać się z szarą masą, warto natomiast mieć własne zdanie.  A że nie wszyscy będą nas lubić ?

Nauczyłam się, że to nie jest najważniejsze.