sobota, 20 czerwca 2015

Noce wśród książek i śnieżne zadymki




Myślę, że każdy z nas ma marzenie dotyczące miejsca, w którym chciałby spędzić noc. Dla jednych jest to plaża na Jamajce, dla innych nawiedzony dom, lawendowe pole, mała afrykańska chatka lub opuszczony autobus na Alasce. Na mojej liście marzeń znajduje się kilka ciekawych punktów, a jeden z nich właśnie się zrealizował. Z piątku na sobotę nocowałam w bibliotece :) Oczywiście nie odbyło się to na zasadzie: "Hura, rzucam wszystko łapię śpiwór i lecę spać między regałami!" - musiał być jakiś dobry pretekst. Indiańska nocka zuchów nadawała się wręcz idealnie :) Dziewięcioro urwisów w pióropuszach to motyw dość łatwy do ogarnięcia, ale niektórzy mówiąc - krzyczeli, a ilość decybeli przerastała najśmielsze normy ;) Poza tym, było całkiem śmiesznie. Liczyłam trochę, że uda mi się zaobserwować podobną sytuację jak w filmie 'Joy of books', ale niestety - bez szans :)

         


Moje legowisko wyglądało za to całkiem ciekawie :








Dziś natomiast, spędziłam niezwykle oniryczny dzień - przysypiałam co kilkanaście minut ;) Mimo to, udało mi się ugotować pyszny makaron z kurczakiem, suszonymi pomidorami i żółtą pastą curry, oraz przeczytać książkę Lauren Myracle, Maureen Johnson i Johna Greena  - W śnieżną noc (31).

W czerwcu.
Zupełnie nielogicznie ;) 

W każdym razie okazało się, że jest ona źle zaklasyfikowana, ponieważ stanowi trzy dość obszerne opowiadania dla młodzieży, a nie dorosłych. Opowiadania są ze sobą ściśle powiązane - wszystkie rozgrywają się w tym samym miasteczku i dotyczą grupy osób z tej samej szkoły. Mimo wszystko, polecam droga młodzieży, gdyż czytając, czujemy zapach choinki, pierników i ciasteczek, razem z bohaterami marzniemy podczas śnieżnej zamieci oraz przeżywamy pierwsze rozterki miłosne. Nie jest to lektura wielce ambitna, ale czy tylko takie czytać należy ? Nie! Przyznam jednak, że momentami, klimatem przypominała 'Śnieg' Przybyszewskiego, który uwielbiam. Następnym razem, na zimową opowieść zdecyduję się chyba jednak w innym terminie, a teraz zdecydowanie nadszedł czas, by rozgrzać się aromatycznym earl greyem :)

poniedziałek, 15 czerwca 2015

Domofon, wielkie oczy i tygrys

W piątkowy i sobotni wieczór dość burzliwa atmosfera. Zapach siarki unosił się w powietrzu, a pioruny przecinały niebo tworząc fantazyjne wzory. Pięknie było! Tymczasem, zmodernizowałam nieco bloga ofiarując mu miejsce na facebooku. Niech ma :) 

30. Zygmunt Miłoszewski - Domofon 

'Domofon' jest debiutem pisarza i jednocześnie pierwszą jego powieścią, z którą miałam styczność. Nie dosłownie oczywiście, bo nie raz przewijał się przez moje ręce w bibliotece, ale teraz spędziłam z nim trzy noce i trochę lepiej się znamy ;) To chyba nie do końca jest kryminał... Odniosłam wrażenie, że dział z horrorami byłby dla niego lepszym miejscem. W każdym razie, czytając, przypomniał mi się film 'Diabeł' z 2010 roku, gdzie kilka osób uwięzionych w windzie walczy o przetrwanie. Tutaj mamy analogiczną sytuację, z tym że winda jest jedynie epizodem, natomiast więzienie stanowi blok mieszkalny. Poznajemy jego lokatorów, ich życiorysy i mroczne sekrety. Z każdym rozdziałem, coraz bardziej ponure fakty wychodzą na jaw...  Powieść momentami irytująca i denerwująca, ale zdecydowanie posiada magnetyczną siłę przyciągania i ciężko jest o niej zapomnieć. Myślę, że przy najbliższej okazji, sięgnę po kolejną powieść pana Zygmunta. ;)


Po południu trafiłam przez przypadek na film 'Wielkie oczy' i przepadłam.. Ogólnie gra aktorska nie jest powalająca i zachwycająca, a sam obraz momentami dość przewidywalny, natomiast urzekły mnie obrazy i sama postać artystki - Margaret Keane, o której Tim Burton postanowił opowiedzieć szerszej publiczności. Przeczytałam kilka artykułów na jej temat i polecam jeden z nich : ---> klik  Jest to dość smutna historia o niezwykle utalentowanej kobiecie, która stworzyła serię obrazów przedstawiających dziecięce postacie o ogromnych, niepokojacych oczach. Artystka przeszła dość długą drogę od stłamszonej i zniewolonej kobiety do pewnej siebie artystki i z pewnością należy jej się za to podziw i szacunek.. A niektóre obrazy faktycznie hipnotyzują... 




W ramach wieczornego relaksu z kolei, zafundowałam sobie drobną reminescencję. Tym razem padło na... kredki. Iwona K. - jeśli to czytasz, dzięki za pomysł.  Polecam wszystkim kolorowanki antystresowe - genialna zabawa ! :)


niedziela, 7 czerwca 2015

nie-realnie


Raz w miesiącu zawsze boli mnie głowa. Jest to ból dotkliwy, nieprzyjemny i odporny na wszelkie tabletki. Pomyślałam sobie, że skoro przez większość czasu żyję w świecie odrealnionym, musi to mieć jakąś cenę. Ten ból to po prostu rzeczywistość ;)

Zastanawiam się też dlaczego niektórym tak ciężko zrozumieć, że można robić coś tylko dla siebie. Intrygują mnie pytania : Dla kogo tak się wystroiłaś? lub : Chce Ci się gotować tylko dla siebie? Wychodzi na to, że kiedy mieszkam sama powinnam chodzić w worku pokutnym i jeść suchary ;) Dlaczego mam traktować siebie gorzej ? Proste, niedzielne pytanie bez odpowiedzi.. A dzisiejszy kurczak z miodem, cynamonem i chilli był naprawdę genialny ;]

Powieści które przeczytałam, w pewien sposób są do siebie podobne. Łączy je zamiłowanie bohaterów do książek.

28. Rowan Coleman - Szczęśliwy dom złamanych serc 


Książka leżała na samym wierzchu obok biurka w bibliotece dla dorosłych. Nazywamy ją tak, aby odróżnić od biblioteki dla dzieci, która znajduje się w tym samym budynku. Kiedy się nad tym zastanawiam, dochodzę do wniosku, że ja z kolei pracuję w bibliotece dla każdego ;) Wracając jednak do książki - pierwsze na co zwróciłam uwagę to wydawnictwo. Uwielbiam Zwierciadło :) Jest to powieść, która nie wyróżnia się niczym szczególnym, ale właśnie w tego typu literaturę chciałam zanurzyć się przed snem. Główna bohaterka Ellen, od roku żyje w żałobie po stracie męża, który zginął w wypadku samochodowym. Dodatkowo cierpi na agorafobię i opuszczenie domu wydaje jej się niemożliwe. Aby podreperować budżet postanawia wynająć kilka pokoi w swoim domu. I tak pod jej dach trafia Matt, felietonista frywolnego magazynu 'Bang it!', Sabine, której relacje z mężem pozostawiają wiele do życzenia, oraz Allegra, ekcentryczna pisarka romansów historycznych, które Ellen redaguje i jednocześnie jest ich wielką fanką. Warto zapoznać się z losami Ellen, jej syna Charliego i pozostałych bohaterów. Muszę jednak ostrzec, że książkę czyta się niebywale szybko, dlatego profilaktycznie warto mieć pod ręką jakieś inne czytadło ;)

29. Neil Gaiman - Ocean na końcu drogi

Neil Gaiman to dla mnie Tim Burton literatury. Uwielbiam jego surrealistyczne historie. Pisarz nieustannie udowadnia nam, że świat dziecka jest skomplikowany i bogaty w elementy niedostępne dla innych. Obawiam się, że książki Neila mogą być niezrozumiałe dla osób, które stały się całkiem dorosłe ;) Główny bohater 'Oceanu...' to mężczyzna wracający pamięcią do czasów, gdy miał siedem lat. Widzimy chłopca nieśmiałego i zamkniętego w sobie, który odnajduje ukojenie w książkach. Pewnego dnia, na jego drodze staje dziwna dziewczynka, Lettie, która uważa, że staw za jej domem to ocean :
To nie jest staw, ile razy mam ci tłumaczyć. To ocean! No przypatrz się. Nie? Nie widzisz. Zamknij oczy. Otwórz. Popatrz jeszcze raz. Ocean, prawda?

Od tego momentu już nic nie będzie takie samo. Jak w każdej powieści Gaimana, tak i tutaj mamy do czynienia z magią i istotami nadprzyrodzonymi. Zacierają się granice pomiędzy jawą, a snem. Całości dopełnia bardzo sugestywny cytat Maurice’a Sendaka: Bardzo dokładnie pamiętam swoje dzieciństwo… Wiedziałem wówczas straszne rzeczy. Ale wiedziałem też, że nie mogę pozwolić, by dorośli zorientowali się, że wiem. To by ich przeraziło. 
Z punktu widzenia osoby patrzącej realistycznie to zapewne smutna powieść o chłopcu, dla którego rodzice nie mieli czasu.. Jeśli zapomnimy jednak o tym co rzeczywiste, dostrzeżemy niezwykłe przygody i barwne postaci, które na długo pozostaną w naszej pamięci :)

PS - Pierwszy raz pisałam w parku - całkiem tu przyjemnie, pomijając fakt, że szachiści przegonili mnie z ławeczki ze stoliczkiem. No dobrze, narysowana tam jest szachownica, zatem mieli przewagę nad moim małym notebookiem, który średnio tam pasował :)





środa, 3 czerwca 2015

Dzieciństwo i szaleństwo


     W weekend odbyły się dni mojego miasta. Ogólnie nie przepadam za tego typu imprezami, chyba że faktycznie gra ktoś godny uwagi, ewentualnie zapewnione są jakieś mega atrakcje. Tym razem przeniosłam się do czasów dzieciństwa. Co najmniej pół godziny spędziłam gapiąc się na DeLoreana. Stanęły mi przed oczami te wszystkie chwile, kiedy oglądałam 'Powrót do przyszłości' : jakieś lato i otwarty balkon, zima, moja gorączka i sok z kiszonej kapusty, dziecięce zadurzenie w Michaelu J. Foxie.. Uwielbiałam ten film, a kasety VHS na których był nagrany zjechałam do granic możliwości. ...i pomyśleć, że mamy 2015 rok - a gdzie moja deskolotka ja się pytam ? ;)


W poniedziałek z kolei był Dzień Dziecka.. Siedząc w pracy dokonałam małej reminescencji książkowej. Najbardziej urzekły mnie w dzieciństwie trzy pozycje : 

1. Mała Księżniczka - pamiętam, że czytając, odczuwałam niesamowitą empatię w stosunku do Sary, a jednocześnie wielkie oburzenie tym, jak była traktowana. Wtedy chyba pierwszy raz zetknęłam się z niesprawiedliwością wynikającą z braku pieniędzy. Nigdy tego nie rozumiałam i nadal nie rozumiem. 

2. Tajemniczy ogród - Chciałam być Mary. Chciałam myszkować po ogromnym, wiktoriańskim domu i poznać chłopca pachnącego wiatrem. Pamiętam, że książkę czytałam siedząc na drzewie i rozglądałam się po okolicy zastanawiając, czy gdzieś w pobliżu nie znajduje się ogród, którego dawno nikt nie odwiedzał..;)


3. Kwiat kalafiora - książkę kupiłam podczas wycieczki do zoo. Przy wejściu znajdował się straganik, na którym spośród wielu, wypatrzyłam właśnie tę, która na okładce miała uśmiechniętą Gabrysię. Zakochałam się w rodzinie Borejków. Utożsamiałam się z Natalią, razem z nimi przeżywałam wzloty i upadki. 


Ostatnio jednak przeczytałam powieść autobiograficzną, która z pewnością jest dość wstrząsająca, ale jednocześnie pouczająca i dająca jakąś niesamowitą, wewnętrzną siłę.

27. Elyn R. Saks - Schizofrenia. Moja droga przez szaleństwo. 



Życie Elyn z pewnością nie należało do najłatwiejszych. Szepty w głowie pojawiły się dość wcześnie, kiedy była jeszcze nastolatką. Zaczęło się dość niewinnie - wydawało się, że domy do niej mówią. Później jednak objawy zaczęły się nasilać. Kosmici, przeświadczenie o tym, że nie zasługuje na nic, liczne halucynacje i omamy, kolejne, męczące pobyty w szpitalach psychiatrycznych. Elyn miała wolę walki. Chciała studiować i być normalną osobą. Walczyła o siebie i ocalenie osobowości. Dodatkowym atutem książki, jest bardzo przystępny język oraz fakt, iż autorka objaśniała znaczenie terminów medycznych, które dla przeciętnego człowieka mogą być nie do końca zrozumiałe.

Kilka recenzji zaczerpniętych z tyłu okładki, które doskonale oddają klimat książki: 

„Książka jest zapisem wspomnień i refleksji potwierdzających, że osoba cierpiąca na psychozy dzięki lekom, psychoanalizie i odpowiedniemu wsparciu, może wieść twórcze życie, nawiązywać przyjaźnie i odnaleźć miłość”.
Oliver Sachs, autor książki Przebudzenia

„Ta znakomita opowieść o życiu skłania do refleksji i schlebia wyszukanym gustom. Czytając ją, można się delektować”.
Leo Rangell, prezes Międzynarodowego Towarzystwa Psychoanalitycznego

„Książkę powinien przeczytać każdy, kto interesuje się chorobami psychicznymi i ich leczeniem, niezwykłymi biografiami lub po prostu dobrą literaturą”.
Robert Michels, wykładowca medycyny i psychiatrii
Uniwersytetu Cornella

„Odważna, śmiała, poruszająca, do bólu szczera i inspirująca relacja z trwającej całe życie walki z demonami”.
Dilip V. Jeste, wykładowca psychiatrii i neurologii Uniwersytetu Kalifornijskiego







czwartek, 21 maja 2015

czy-tam

Matko, ale ta Masłowska jest dziwna ! ;)

25. Kochanie zabiłam nasze koty 


Szczerze mówiąc ciężko jest mi w chwili obecnej napisać coś logicznego i konstruktywnego, dlatego po prostu zacytuję autorkę :

"Kochanie zabiłam nasze koty to wypadkowa, jak to zwykle bywa z powieściami, przejęcia losem ludzkości i różnych osobistych udręk. W ingrediencjach znajdą więc Państwo moje zmęczenie radioaktywnymi miastami i moje zmęczenie radioaktywną sobą. I moje urzeczenie morzem jako tworem w sposób doskonały i beztroski łączącym w sobie bezkres i ściek. Wreszcie- bezustanne zadziwienie kondycją duchową nowego człowieka. Człowieka wolnego, żyjącego poza takimi anachronicznymi, zaśmiardującymi molami kategoriami jak duchowość, religia, polityka, historia.

Człowieka w związku z tym bezjęzykowego, człowieka którego mową ojczystą jest Google Translator. Aktualnie mam więc nadzieję że będą lubili Państwo moją nową książkę.

I że zrobi ona Państwa dzień."

Zamarłam po przeczytaniu z kołaczącą gdzieś obok głowy myślą, że interpretacja na DKK to mission impossible. Cóż, mam nadzieję, że jednak coś wymyślę. Wszak książka ma nawet swoją stronę internetową :P -> klik


26. Agnieszka Kaluga - Zorkownia 

Na początku był blog. A właściwie Agnieszka, która postanowiła zacząć pisać. Mamy hospicjum i pacjentów, którzy odchodzą. Temat, który dość często jest spychany na bok, zamiatany pod dywan. Tymczasem, mimo że spotykamy wiele łez, smutku i bólu, udaje się wyłapać pogodny ton poszczególnych wypowiedzi. Warto. I nadal coś się we mnie gotuje, po przeczytaniu fragmentu o sprzeciwach mieszkańców osiedla wobec budowy hospicjum w sąsiedztwie. Ech... 


Ostatnio oglądałam kilka wywiadów z księdzem Kaczkowskim. Rewelacyjny człowiek, który jednocześnie walczy z nowotworem, pomaga w hospicjum, a także głosi swoje własne poglądy, tak odmienne od "głosu Kościoła". Indywidualiści, mimo że kiepsko odbierani przez czasy współczesne, u mnie mają ogromnego plusa. Nie warto zlewać się z szarą masą, warto natomiast mieć własne zdanie.  A że nie wszyscy będą nas lubić ?

Nauczyłam się, że to nie jest najważniejsze.

wtorek, 12 maja 2015

nieprzystosowanie

Trafiłam ostatnio na artykuł, będący analizą XIX wiecznego poradnika, w którym wypisane zostały powody, dla których nie należy czytać powieści... ;) 

 1. To marnotrawstwo cennego czasu. 

 No tak.. bo przecież w tym czasie mogłabym udać się na zakupy do Manu, ewentualnie pomalować paznokcie, bądź też obejrzeć program, w którym gwiazdy (sic!) skaczą do wody. 

 2. Nadmierne czytanie lekkiej literatury kaleczy umysł. 

 Od razu tam kaleczy... Nabiera innej formy po prostu, wykracza poza utarte schematy tysięcy innych umysłów :) 

 3. Nadmierne czytanie dla rozrywki prowadzi do nieprzystosowania w normalnym życiu. 

 Coś w tym jest, odnośnie tego punktu muszę jednak przyznać rację autorom poradnika :) 

 4. Nadmierne czytanie powieści wywołuje przerost namiętności. 

 Przerost namiętności.. Ki diabeł ? ;) 

 5. Nawyk czytania powieści wywołuje chorobliwe umiłowanie ekscytacji nieco zbliżone do obezwładniającego uzależnienia od alkoholu. 

 Nie dość, że naćpam się treścią, to jeszcze czasami sztachnę zapachem świeżego druku.. Co więcej bywa, że tego samego dnia pójdę do pracy na takim czytelniczym haju. Nie mówcie nikomu, błagam ;) Wychodzi na to, że będąc bibliotekarką, popełniam taki sam błąd, jak alkoholik pracujący w sklepie monopolowym...:x 

 6. Notoryczne czytanie powieści osłabia przerażenie czytelnika zbrodnią i nieprawością. 

 U mnie zanikło już całkiem. Nie robi na mnie wrażenia widok staruszki, na którą napadli zwyrodnialcy, słysząc wołanie o pomoc zakładam słuchawki, a bywa, że wieczorami ganiam dzieci po osiedlu dzierżąc w ręku sporych rozmiarów tasak. 

 7. Nadmierne przywiązanie do czytania beletrystyki jest całkowicie sprzeczne z biblijną pobożnością. 

 Dzięki Bogu ! ;)

poniedziałek, 4 maja 2015

Dziwności

Śpię na plecaku. Nie jest to żadna przenośnia - nie zmieścił się po prostu do szafy i trzymam go w kanapie. Może dzięki temu tak często powtarzają się sny o wędrowaniu ? Kto wie...;)

Na majówkę tym razem nie udało się wyjechać ze względów finansowych - samochód, którego jeszcze nie sprzedałam pożre spory kawałek mojej pensji. Odbiorę jak znajdę dla niego nowego właściciela ;) Tymczasem za moim oknem, każdego dnia rozgrywa się prawdziwe szaleństwo : kwitną fioletowe bzy, drzewa strzelają tysiącami nowych liści, a ptaki to już całkiem zwariowały :))) Radiowa Trójka poszła w kąt, bo jednak ze słowikami nie wygra ;)

...a tymczasem książkowo - prawdziwe dziwności :)

23. Neil Gaiman - Księga cmentarna

Z autorem miałam do czynienia już wcześniej, kiedy pracowałam w filii dla dzieci. Wówczas pochłonęłam 'Koralinę' i 'Wilki w ścianie', które zresztą szybko przerzuciłam do działu grozy, bo uprzednio stały w powieściach dziecięcych. Nawet ja miałam dreszcze, kiedy przeglądałam upiorne ilustracje i czytałam o bestiach pod tapetą ;) 'Księga cmentarna to powieść o chłopcu o imieniu 'Nikt". Straszny Jack zamordował całą jego rodzinę, a chłopiec uciekł z kołyski i udał się na pobliski cmentarz. Tam zaopiekowali się nim... zmarli i przyjęli do sowjego grona. Bardzo rzadko czytam fantastykę, ale ta powieść pochłonęła mnie w jakiś magiczny sposób i nawet będąc w pracy, nie mogłam doczekać się kiedy przeczytam kolejny rozdział. Gaiman ma w sobie coś szalonego, podobnie jak Tim Burton. Lubię takich facetów :) 






24. Kazuo Ishiguro - Nie opuszczaj mnie



To jedna z tych książek, które zostawiają trwały ślad. Po przeczytaniu ostatniej strony, w głowie brzęczy pytanie: 'a co jeśli...?' Mamy przedstawione sielskie życie w Hailsham - prestiżowej szkole z internatem. Poznajemy poszczególnych uczniów i ich wzajemne relacje, poznajemy nauczycieli. Jednak im dalej brniemy przez powieść, tym bardziej coś nie pasuje.. Dlaczego nikt nie odwiedza tych dzieci? Czemu nie wyjeżdżają na święta do domu? Nie chcę tutaj zdradzać szczegółów, bo poznawanie prawdy jest ukazane w niesamowity sposób i naprawdę warto samemu zasmakować powieści. Tymczasem szukając okładki, odkryłam, że na podstawie książki powstał film z Keirą Knightley i już wiem jak spędzę resztę wieczoru...:)

niedziela, 26 kwietnia 2015

zło


Bardzo ciężko jest zrecenzować książkę Katarzyny Rosickiej-Jaczyńskiej "Ławka", dlatego nie mam pojęcia jak poprowadzę jutrzejsze DKK. Czy można kochać "za bardzo" ?
Ale co tam klub..
Zabicie Dereka w serialu 'Grey's Anatomy' było złe.
Bardzo złe. Tak się po prostu nie robi.

Surówka z soczewicą poprawiła moje samopoczucie na całe 15 minut.




Musiałam kupić za ostatnie pieniądze nowe szarawary. Teraz już jest lepiej ;)


wtorek, 21 kwietnia 2015

wtorkowo

W lutym, dostałam w prezencie różę w doniczce. Od tamtej pory nieustannie kwitnie wypuszczając ogrom nowych pąków. Kompletnie nie wiem jak ją przycinać, bo rozrasta się bardzo szybko, ale z drugiej strony nie mam serca żeby ją ujarzmiać.. Tej wiosny biorę z niej przykład. Pożegnałam wszelkie smutki i depresje i cieszę się życiem. ...a jeśli ktokolwiek będzie chciał mnie przyhamować, solennie obiecuję, że połamię mu sekator ;)))

20. S.J. Bolton - 'Ulubione rzeczy' - tym razem przeczytałam pierwszą część i już wiem kogo główna bohaterka odwiedzała w więzieniu ;) Autorka zaskoczyła mnie bardzo pozytywnie, myślałam, że w kryminałach nie można stworzyć już czegokolwiek innowacyjnego, a jednak pomyliłam się. I bardzo dobrze :)))

21. Michał Olszewski - 'Najlepsze buty na świecie' - Szczerze mówiąc nie spodziewałam się, że ten cykl reportaży tak bardzo mnie wciągnie. Książka została podzielona tematycznie na kilka rozdziałów : pojawia się problem pedofilii wśród księży, mamy miasteczko azbestowe, zanieczyszczenie powietrza w miasteczkach uzdrowiskowych, handlarzy udających się po towar do Niemiec, a także motyw Auschwitz z perspektywy czasu i osób żyjących obecnie w pobliżu miejsca tragedii. Trzeba przyznać, że autor jest niezwykle dyskretny - obserwuje i pokazuje zastaną rzeczywistość bez osądów i upiększeń. Nota na okładce informuje: "O Polsce pokazanej w reportażach Michała Olszewskiego chcielibyśmy jak najszybciej zapomnieć. Bolesne, choć napisane oszczędnym tonem teksty na szczęście nam na to nie pozwolą." Ojj, kilka z nich z pewnością na dłuuugo zapamiętam..

A kulinarnie, zrobiłam ostatnio tapenadę z czarnych oliwek i zupę cytrynowo-lawendową. :) Pierwszej nie pokażę, bo chociaż pyszna - wygląda obrzydliwie ;), a zupa posiada walory zarówno wizualne jak i smakowe. Gdyby ktoś chciał przepis - pisać śmiało :)




sobota, 11 kwietnia 2015

jest dobrze


Jednak faktycznie : wiosna = zastrzyk energii :]
W soboty zagląda do mnie mama wracając z jogi, więc popłynęłam zdrowo ze śniadaniem ;) :





Jutro w planach koniecznie las i błagam niech ta temperatura utrzyma się na dłużej. 
Jest kurczę naprawdę dobrze :)



Tymczasem z przeczytanych pozycja numer 19 czyli 'Kołysanka polskich dziewcząt' Dagmary Dominczyk. Nie będę się zachwycać, ale jeśli ktoś nie ma ochoty na ambitną literaturę i lubi liczne reminescencje, przenoszenie w czasie, ckliwe historie i patologiczne środowiska - z pewnością uzna książkę za fascynującą i godną uwagi. Mozna również przeczytać ot tak po prostu, by oderwać się na chwilę od tego co wokół. Ale można też wyjść na spacer i pogapić się na drzewa. Druga opcja zdecydowanie wygrywa. :)))